Jak poinformowała Izabela Zdrojewska z IJHARS, unijne certyfikaty posiada także l0 producentów bryndzy podhalańskiej oraz 15 producentów redykołki - to również sery pochodzenia owczego.


Na południu Polski jest blisko 100 producentów serów owczych. W 2011 r. unijne certyfikaty posiadało 23 baców, a w 2012 r. 39 baców legalnie wytwarzało oscypki.

Producenci tradycyjnego oscypka, którzy chcą sprzedawać swoje sery, muszą uzyskać świadectwo potwierdzające zgodność sposobu jego wytwarzania z metodami produkcji opisanymi w specyfikacji. Takie świadectwa wydawane są na podstawie kontroli przeprowadzanej na wniosek producenta.

- W bieżącym roku wydano 21 świadectw jakości dla oscypka, 5 dla bryndzy podhalańskiej oraz 8 dla redykołki - poinformowała Zdrojewska.

Przypomniała, że wytwarzanie, sprzedawanie bądź używanie nazwy oscypek bez wymaganego unijnym prawem certyfikatu jakości to przestępstwo. - W tym roku skierowano do prokuratury w Zakopanem jedno zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Przypadek ten dotyczył stosowania chronionej nazwy oscypek w odniesieniu do sera, na który nie zostało wystawione świadectwo jakości lub certyfikat zgodności, a tylko te dokumenty uprawniają producentów do stosowania zarejestrowanych nazw - powiedziała.

Piotr Kohut z Tatrzańsko-Beskidzkiej Spółdzielni Producentów serów owczych "Gazdowie" powiedział, że do ubiegania się o certyfikaty zniechęca baców niedoskonały system kontroli. "System certyfikacji żywności jest dobry, ale póki co nie przynosi on korzyści bacom. Problem jest w systemie kontroli producentów, bo inspektorzy kontrolują tylko baców posiadających lub starających się o certyfikację, natomiast omijają bacówki, które są poza rejestrem - uważa Kohut. - W efekcie producenci serów owczych produkują inne sery o nazwie np. gołki, które nie wymagają certyfikacji i również sprzedają je z powodzeniem". Ponadto baców zniechęcają koszty, jakie muszą ponieść, ubiegając się o certyfikat unijny. Są to koszty np. badań weterynaryjnych".

Zwraca również uwagę na oszustwa polegające na kserowaniu certyfikatów i posługiwaniu się nimi przez sprzedawców na straganach. - Zdarzyło się również fałszowanie dokumentacji przez nieuczciwego handlowca, który podrobione sery dostarczył do jednej z dużych sieci handlowych - powiedział Kohut. Według niego nieuczciwych sprzedawców nikt nie kontroluje.