Jeszcze 10 lat temu w kraju było około tysiąca gorzelni. Teraz zostało niewiele ponad 200. Większość z nich to stare, wymagające szybkiego remontu obiekty.

- Sytuacja jest bardzo trudna. Duży spadek cen w obecnym okresie za surówkę rolniczą powoduje, że produkcja jest nieopłacalna i jest prowadzona marginalnie – mówi Kazimierz Lis, spółka Widawa.

Tymczasem pojawił się kolejny problem. Opracowana przez Unię Europejską definicja wódki. Chcieliśmy, aby było to trunek wyprodukowany tylko ze zbóż lub ziemniaków. Ale to co jest oczywiste dla naszych gorzelników...

- Nazwa „wódka polska” powinna świadczyć o tym, że jest to produkt wytworzony z najwyższej jakości zbóż i ziemniaków – mówi Marian Mikołajczyk z gorzelni w Domaszowicach.
Dla unijnych urzędników już takie oczywiste nie jest. Parlament Europejski opowiedział się ostatnio za szeroką definicją wódki. Będzie ją można produkować ze wszystkich surowców rolniczych. A jeżeli będą inne niż zboża, ziemniaki lub melasa buraczana na etykiecie butelki trzeba będzie napisać z czego wódka została wyprodukowana. Zdaniem polskich przedsiębiorców to w przyszłości może być dla nas sporym zagrożeniem.

- Niestety okazuje się, że interesy dużych koncernów, które chcą robić wódkę z dużo tańszej bazy surowcowej – np. z trzciny cukrowej, różnych odpadów owocowych, są ważniejsze – mówi Leszek Wiwała z Krajowej Rady Przetwórstwa Spirytusowego.

Jeżeli w najbliższej przyszłości zacznie spadać produkcja wódki wytwarzanej z ziemniaków oraz zbóż, może to się okazać gwoździem do trumny dla polskich gorzelni. A to oznacza utratę rynku zbytu dla rolników.

Źródło: Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!