Bo też i działalność, którą prowadzi wraz z żoną w leżącej pod Nasielskiem wsi Winniki, jest niemała. Podstawą dla niej jest ziemia.

- Dwadzieścia lat temu mieliśmy 16 ha, dokupiliśmy jeszcze 60 – i całe szczęście. Jeśliby nie było tej ziemi, nie bylibyśmy w stanie zrobić tego, co zrobiliśmy – opowiada Krzysztof Kowalski. Dopłaty pozwalają teraz inwestować i spłacać kredyty. Pomocą są też programy PROW. - Za unijne pieniądze jest kupiony sprzęt, utwardziliśmy też plac. Na „Małe projekty” są zrobione kolektory, teraz robimy altankę.

Najwięcej splendoru i korzyści przyniosło Kowalskim oparcie się na tradycji.

- Tłoczymy olej lniany i rzepakowy, wszystko z własnej plantacji. Mamy 30 ha lnu i 30 rzepaku. Za ten olej dostaliśmy wszystkie nagrody: ostatnią w niedzielę na Polagrze, otrzymaliśmy „Perłę 2013” za produkt roku. To cieszy, bo to takie miłe, że na 60 produktów doceniono właśnie nasz.

Nagrody to zachęta, ale też podstawa do dalszego rozwoju – za jedną z otrzymanych w ubiegłym roku można było kupić maszynę do nalewania oleju w butelki, co bardzo ułatwia pracę. Reklama zapewnia zbyt, ale pomocna jest tu też poczta pantoflowa – jeden zadowolony klient przyprowadza następnych. - Wejść na rynek z olejem to kilka lat pracy. Ale od dwóch lat już posypały się nam nagrody - cieszy się pan Krzysztof.

Jak mówi, produkcja oleju jest mała, ale wymagania sanepidu zmusiły do przygotowania kilku pomieszczeń. Ze 100 kg jest 25-30l oleju. Można by puścić maszynę jeszcze raz, ale to już pogarsza smak oleju. Nowoczesne maszyny – niestety kosztowne – mają lepszą wydajność, nawet do 40 l.

Olej jest wpisany na listę produktu tradycyjnego, dlatego przy jego produkcji nie są wymagane wszystkie rygory unijne. To bardzo ułatwia produkcję. Rodzina pana Krzysztofa tłoczyła olej już 30 lat temu, w okolicy były cztery olejarnie. Dziś tylko on na Mazowszu sieje len. I wykorzystuje głównie nasiona. Słoma idzie na sieczkę – nie ma jej komu sprzedać.