Każde gospodarstwo jest inne. Jedni mają własne muzeum, inni mini-zoo, jeszcze inni założyli stawy rybne albo trzymają konie do bryczek i pod siodło. Gościom proponuje się ciepło domowego ogniska, zamieszkanie we wspólnym domu z właścicielami albo samodzielne kwatery. Grupa gospodarzy z Międzychodzia potrafi się tak zorganizować, przedstawić gościom tak urozmaiconą i atrakcyjną ofertę, że kto do nich raz trafi, ten już powraca.

Nie zapomniano o pierwszym wrażeniu. Zapowiedziani wcześniej goście witani są po staropolsku – chlebem i solą na progu domu, domowym plackiem, lampką wina własnej roboty… Gospodarze prześcigają się w pomysłach, którym warto przyjrzeć się bliżej. Wiele z nich nie wymaga szczególnych nakładów finansowych i może być podpowiedzią dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z agroturystyką.

Ciepło domowego ogniska, czyli... Pomysł na rodzinny dom
– Do zajęcia się agroturystyką zmusiło nas życie – wspomina Jolanta Matalewska, jedna z założycielek i prezesowa Międzychodzkiego Stowarzyszenia Agroturystycznego. – Większość z nas to typowi rolnicy. Nie posiadaliśmy zatem pensjonatów. Na gościnne kwatery adaptowaliśmy część własnych domów.
Wielu wczasowiczom odpowiada, że są traktowani jak członkowie rodziny. Daje im to poczucie bezpieczeństwa. Wiedzą, że gdyby się coś działo, gospodarze są do ich dyspozycji o każdej porze dnia i nocy. To ważne dla osób starszych i samotnych.  Można też podejrzeć, jak przygotowuje się regionalne potrawy, poplotkować z gospodynią przy kawie, kosztując przy okazji domowych specjałów.

Domową atmosferę wybierają często rodziny z dziećmi. Uczestniczenie w gospodarskich obowiązkach to dla dzieciaków z miasta świetna zabawa. Kiedy pociechy buszują z przyszywaną ciocią w kuchni, albo doglądają z wujkiem gospodarstwa, rodzice mogą choć przez chwilę odetchnąć w samotności. Jeśli przyjdzie im ochota wyskoczyć na wieczorne tańce, to śpiące dzieciaki też nie pozostają bez opieki.