Po powrocie z pracy w Niemczech do rodzinnego Skaszewa w woj. mazowieckim Tomasz Paradowski postanowił zainwestować zarobione pieniądze. Wspólnie z kolegą założyli firmę zajmującą się układaniem ulic i chodników oraz pielęgnacją zieleni. Po dwóch latach firmę podzielono na dwie. Partner pana Tomasza wyspecjalizował się w zieleni, a on pozostał przy bruku.

Konkurencja mile widziana
Początkowo pracował sam, sporadycznie dobierając kogoś do konkretnych robót. Zbyt skromny kapitał nie pozwalał myśleć o zatrudnieniu pracowników na stałe. Zwłaszcza że najpilniejszą sprawą był zakup sprzętu. Tomasz Paradowski zdecydował się wówczas na zaciągnięcie kredytu. Parku maszynowego, który kompletował blisko 10 lat, może mu dzisiaj pozazdrościć niejeden przedsiębiorca. Ciągniki różnej wielkości i mocy, zagęszczarki gruntu, samochody ciężarowe, koparko-ładowarki z pełnym wyposażeniem, młoty do kucia… Najważniejsze jest jednak to, że nowe maszyny zakupywano odważnie, ale rozsądnie – w miarę przybywania kolejnych zleceń. A na brak zamówień Tomasz Paradowski od początku nie narzekał.

– Reklamujemy się głównie solidną pracą, bo to najlepsza wizytówka – podkreśla. – Poza tym specjalizujemy się w układaniu kostki granitowej, a to wciąż jeszcze nisza na naszym rynku. Brakuje fachowców układających granit, więc szkolimy ich we własnym zakresie.

Rynek jest tak duży, że pan Tomasz nie obawia się namawiać do założenia podobnych firm dwóch młodych ludzi, którzy kończą szkoły i szukają własnego sposobu na życie. – Na początku moglibyśmy im zlecać prostsze prace, jako podwykonawcom, bo wiadomo, że każdy musi pokazać się na rynku, zdobyć doświadczenie i zaufanie klientów. Ci młodzi ludzie pracują już u mnie jakiś czas i jestem przekonany, że daliby sobie radę – twierdzi z przekonaniem Tomasz Paradowski.

W sezonie pracy nie brakuje. Ale co zrobić, gdy zimowa zadymka uniemożliwia układanie ulic i chodników? Okazuje się, że i taka pogoda może być źródłem zarobku. Większość sprzętu, jaki posiada pan Tomasz, można wykorzystać przy odśnieżaniu. I tak będzie w najbliższym czasie, bowiem firma wygrała przetarg na utrzymanie 360 km dróg na terenie powiatu przez 3 lata. Dzięki temu właściciel nie musi się martwić o wypłaty dla pracowników także zimą (a zatrudnia obecnie 19 osób). 

Co by tu jeszcze wymyślić?
Państwo Paradowscy  mieszkają na wsi i nigdy nie przestali być rolnikami. Na ponad 40 ha uprawiają zboża na pasze dla gromadki zwierząt. Trzyma się tu m.in: kaczki, kozy, króliki, świniodziki. Nie jest to jednak typowa hodowla, lecz mini zoo zorganizowane z myślą o turystach. Pani Anna, z wykształcenia pielęgniarka, przyglądając się pracy męża, postanowiła bowiem wesprzeć go w prowadzeniu firmy. Jednak bardziej od ulic i chodników interesowało ją to, co znajdowało się wokół nich i to tak dalece, że kończy właśnie studia z architektury krajobrazu. Już wcześniej marzyła o stworzeniu czegoś bardzo osobistego. I tak na obszarze 4 hektarach zaczęła organizować gospodarstwo agroturystyczne „Chata za wsią”.

Oprócz wygodnych pokoi z łazienkami gospodarze przygotowali kilka różnorodnych atrakcji: komputer z łączem internetowym dla zapracowanych, konie pod siodło i do bryczek, rowery oraz dwa stawy rybne. Zbierają też z okolicy stare maszyny rolnicze, z których powstanie minimuzeum.

Największą dumą są jednak konie. Gospodarze marzą o hodowli konika polskiego. Z końmi wiążą się też kolejne plany – uruchomienie zajęć z hipoterapii. Ponieważ nie udało im się nawiązać współpracy z terapeutą, który byłby odpowiednio dyspozycyjny, pan Tomasz postanowił sam wybrać się na stosowny kurs. To kolejny pomysł państwa Paradowskich, któremu poświęcają coraz więcej uwagi.

Nie tylko „mieć”
Państwo Paradowscy niewątpliwie potrafią zarabiać. Ale potrafią się też dzielić. Szkole Podstawowej w Skaszewie pomagali w urzą­dzaniu placu zabaw i boiska, Gimnazjum w Czerwonce wsparli finansowo przy zakupie map, stałymi comiesięcznymi wpłatami wspomagają finansowo fundację działają­cą na rzecz osób niepełnosprawnych. Kilka miesięcy temu usłyszeli o małżeństwie z Ukrainy, któ­re w Polsce próbuje zarobić na rehabilitację niepełnosprawnego dziecka. – Ta 6-letnia dziewczynka ma na imię Ola, podobnie jak nasza córa, i może to na początku wzbudziło nasze zainteresowanie – przyznaje pani Ania. – Na pewno najchętniej pomagamy konkretnym osobom, bo wówczas mamy przekonanie, że to, co robimy, naprawdę jest potrzebne. 

Ponieważ sami nie są w stanie sfinansować i zorganizować leczenia Oli, nawiązali kontakt z fundacją  „Zdążyć z pomocą”. Przyjęli na siebie funkcję pełnomocnika chorej dziewczynki i przystąpili do zbierania środków na pobyt w specjalistycznym Ośrodku Rehabilitacji Dzieci „Zabajka”. – Jest szansa, że Ola niedługo będzie mogła przyjechać, bo spora część pieniędzy już jest na koncie – opowiada pani Ania. – Chcemy pomóc w otrzymaniu wiz, opłacić przejazd i oczywiście będziemy ich gościć u siebie.

A w przyszłości…
„Chata za wsią” już wkrótce przejdzie kolejne przeobrażenia. Pani Ania szykuje się do obrony pracy magisterskiej, której tematem jest jej własne gospodarstwo agroturystyczne. Projekt zagospodarowania terenu wygląda imponująco. Wykonano już prace remontowe w budynkach gospodarczych, przy stawach wybudowano „rybaczówkę”, jest nowy wybieg dla koni. Wydzielono specjalne miejsce, w którym urządza się żywą szopkę – zwłaszcza, że w okresie świątecznym i noworocznym gości nie brakuje. W swoim projekcie pani Ania zaplanowała sporo zieleni, dzięki której to miejsce nabiera szczególnego uroku. Pojawi się m.in. warzywniak i aleja świerków oraz pole namiotowe i boisko do gier zespołowych. Z myślą o „zielonych szkołach” planuje się zorganizowanie „ścieżki starych zawodów”. Na początku powstanie kuźnia i pracownia garncarska. Pani Ania znalazła także miejsce na poletko dyni, bo zauważyła, że jest to świetny materiał do prac plastycznych.

Źródło "Farmer" 24/2005