PRZEGLĄD PRASY: Problemy ma m.in. Ryszard Wojtasiewicz, właściciel gorzelni na Dolnym Śląsku, zatrudniającej 10 osób. Uruchamia produkcję tylko wtedy, gdy ma surowiec w cenie gwarantującej zwrot kosztów.-Do połowy czerwca miałem zapasy z ubiegłego roku. Ponownie pracowaliśmy od 29 lipca. Na początku września przerwałem produkcję, bo się nie opłacało. Teraz kupiłem tańszą kukurydzę, ale mam tylko kontrakt na miesiąc. Co będzie dalej nie wiem – mówi – pisze Joanna Pieńczykowska.  

Za 1l spirytusu konsumpcyjnego polskie polmosy płacą zaledwie 2,60-2,70 zł, bo za tyle mogą sprowadzić alkohol z zagranicy, wytwarzany na przykład z trzciny cukrowej lub buraków. Tymczasem polskie gorzelnie w 90 proc. spirytus spożywczy produkują ze zbóż, a tylko część - z ziemniaków. - Ceny zbóż wzrosły w ciągu roku ponad 50 proc. By wyjść na swoje, musiałbym dostać za 11 spirytusu ze zboża ok. 2,9 zl - mówi Łukasz Karmowski, wiceszef ZGP.

Jak ocenia związek, likwidacją jest zagrożonych połowa z ok. 250 zarejestrowanych polskich gorzelni. Tymczasem w latach 90. w Polsce czynnych ich było prawie 1 tys. W ubiegłym roku branża wyprodukowała 280 mln. l spirytusu, w tym roku będzie to najwyżej 240 mln. Pracuje w niej 2,5 tys. osób.

O tym, że wkrótce może zabraknąć krajowego spirytusu do produkcji wódek, gorzelnie już kilkakrotnie alarmowały wytwórnie wódek. - Rozmowy nie przyniosły efektów. Polmosy straszą nas, że jeśli będziemy chcieli podnieść ceny, zdecydują się na import. I już sprowadzają. Dotarły do nas wieści, że do rozlewni na Śląsku i w Wielkopolsce trafiło ostatnio kilka milionów litrów spirytusu importowanego - mówi Wojtasiewicz. Gorzelnicy chcą wprowadzenia długoterminowych kontraktów. - Nikt nie chce zamrażać pieniędzy, nie mając pewności, że zyska odbiorców - mówi Karmowski. Polmosy jednak nie chcą ani wiązania się umowami, ani nie zgadzają się płacić więcej.

Import spirytusu wzrośnie, gdy skończą się ostatnie zapasy rolników przetwarzających surowiec z własnych gospodarstw. - Mam swoje zboże i dzięki temu mogę przedłużyć produkcję. Lepiej wyszedłbym finansowo, sprzedając je na rynku, ale zachowuję ciągłość produkcji, by nie zwalniać ludzi. Jednak rezerwa skończy mi się w listopadzie - mówi Łukasz Karmowski, dostawca Polmosu Białystok.

Znaczna część gorzelni żadnych zapasów zbóż nie ma. W tym roku skupiły od rolników zaledwie 30 proc. tego co w ubiegłym.

Polmosy obawiają się, że jeśli podniosą ceny, wykorzysta to konkurencja ze Wschodu. O polskich konsumentów walczy już największy ukraiński producent - Niemiroff. Do wejścia na nasz rynek przymierza się tez rosyjski producent Soyuz-Victan. Na razie udział wódek importowanych w rynku wynosi tylko ok. 4 proc, ale dynamicznie rośnie. Jak wylicza instytut badawczy Nielsen, w pierwszym półroczu br. kupiliśmy ich o ok. 40 proc. więcej niż przed rokiem.

Jeśli cena zboża nie spadnie, to surówka z polskich zbóż będzie jeszcze droższa. - Polskie zboże wykupywane jest przez firmy z Niemiec i Francji. W przyszłości gorzelnie będą musiały importować zboże, niewątpliwie drożej - mówi Wojtasiewicz. W efekcie polska wódka tylko z nazwy pozostanie polska.

Źródło: Gazeta Polska

Podobał się artykuł? Podziel się!