Prawdziwym bogactwem ziemi międzychodzkiej jest nieskażone środowisko naturalne i malownicze krajobrazy zachwala folder Międzychodzkiego Stowarzyszenia Agroturystycznego. Jednak tak naprawdę największym bogactwem regionu są jego mieszkańcy. Ładnych krajobrazów jest w Polsce wiele, trudniej o takich społeczników jak Jolanta Matalewska, prezesująca Stowarzyszeniu od czterech lat. Jej własne gospodarstwo w Międzychodzie, „Dom na wzgórzu”, specjalizuje się w przyjmowaniu grup dziecięcych. Najmłodsi wczasowicze odpoczywają, a jednocześnie wiele się uczą: piec, gotować, a nawet cerować. Bo pani Jola uważa, że nie święci garnki lepią, a każda umiejętność może się w życiu przydać. Z tą samą wiarą pewną ręką prowadzi swoje stowarzyszenie.

Międzychód jest wyjątkowo urokliwym miasteczkiem położonym na przesmyku między Wartą a sporym jeziorem. Wokół raj dla wędkarzy, grzybiarzy i miłośników turystyki: Pojezierze Międzychodzko-Sierakowskie. Jeszcze przed wojną było to miejsce letniskowe mieszkańców Poznania. Ale dziś, kiedy oferta turystyczna jest tak bogata, trzeba się czymś wyróżniać. Pani Jola stara się, żeby na wszelkich imprezach promocyjnych jej Międzychód był widoczny. Stowarzyszenie daje dobry produkt, ale musi on być rozpoznawalny na rynku. Doskonałym pomysłem było ubranie członków stowarzyszenia w słomkowe kapelusze. Dobrze się kojarzą z latem, słońcem, a także ze wsią. Są widoczne z daleka, nie giną w kolorowym tłumie nawet na poznańskiej Polagrze. Motyw kapelusza się powtarza: na pieczęci stowarzyszenia, okolicznościowych napisach, nadrukach na reklamowych koszulkach. I wbija w pamięć. Międzychodzianie oferują też turystom fajansowe kubki z adresami gospodarstw i laleczki, oczywiście w słomkowych kapeluszach.

Międzychodzkie stowarzyszenie skupia 25 gospodarstw. W każdym są zdolni ludzie, każdy coś innego potrafi, każdy może liczyć na pomoc dalszej rodziny. To stwarza duże możliwości, a pani Jola nie pozwala, żeby się marnowały. Członkowie stowarzyszenia wiele rzeczy wykonują sami. Początkowo także narzuty na łóżka dla turystów, a nawet same łóżka. Staramy się być samowystarczalny mówi pani prezes. Po co mamy dawać zarabiać pośrednikom, kiedy sami możemy sobie nawzajem sprzedawać produkty spożywcze. Jedni oferują mięso królicze, inni drób, ryby czy szparagi. Ja wieprzowinę z własnego gospodarstwa.