PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Lokalna Grupa Działania pomaga realizować lokalne szczęście

Trafiliśmy do miejsca, gdzie w codziennym życiu nie zapomina się o lokalnej tradycji. A ludzie mieszkający na wsi sami kształtują swoje otoczenie, na takie, w jakim chcieliby żyć.



Już w drodze na spotkanie z prezesem i pracownikami Lokalnej Grupy Działania Zakole Dolnej Wisły w Kijewie Królewskim napotykam miłe akcenty lokalnej działalności. Przy drodze wojewódzkiej przy wjeździe do Grzybna wita nas ogromny kamienny prawdziwek. Jak się później okazuje jest to dzieło miejscowego rzeźbiarza Wiesława Kurzei, który również jest aktywnym członkiem Grupy.

Podążając dalej, trafiam ostatecznie do biura LGD Zakole Dolnej Wisły. Po kilku minutach rozmowy już zdążyłam poznać lokalne wyroby tradycyjne, zobaczyć kilka wybranych dyplomów z kolekcji wielu nagród, a przede wszystkim zauważyć, że na pewno żadnemu z działaczy nie brakuje entuzjazmu i oddania sprawie. Okazuje się, że wszystko zaczęło się od szkolenia w ODR-ze.

- Pomyślałem wtedy, że Program Leader Plus to naprawdę świetny pomysł, który nie przytłacza chęci i zapału ludzi ilością procedur unijnych, a pozwala realizować pomysły mieszkańców małych miejscowości - mówi Krzysztof Nowacki, obecny prezes LGD Zakole Dolnej Wisły. Aktywna działalność Grupy zaczęła się w 2006 roku, wówczas pod tym pomysłem podpisało się 80 osób. Byli to ludzie z czterech gmin - Dąbrowy Chełmińskiej, Kijewa Królewskiego, Pruszcza i Unisławia - połączyło ich bliskie sąsiedztwo, chęć zmiany i realizacji własnych pomysłów.

No i się zaczęło

Środki pozyskane z Pilotażowego Programu Leader Plus pozwoliły rozpocząć zmianę szarej rzeczywistości. - Zaczęło się od ożywienia świetlic wiejskich tak, aby nie stały puste, ale żeby były miejscem spotkań i szkoleń dla dorosłych. Miejscem, gdzie tętni życie.

Oprócz tego w gminach powstały place zabaw dla dzieci, a niektóre zostały po prostu odnowione. Udało się również odrestaurować wiele okolicznych kapliczek. Powoli było widać, że coś się zmienia - tłumaczy prezes. Jednak potrzeba było głównej idei, która scaliłaby grupę. Ten kierunek został obrany w sposób naturalny na produkcję wyrobów lokalnych, które wśród mieszkańców mają wielu zwolenników.

Na większą skalę udało się poprowadzić wszystkie działania dopiero z pieniędzy II schematu Leadera Plus. Zaczęły się liczne warsztaty m.in. z agroturystyki, produkcji roślin energetycznych, produktów lokalnych, promocja wyrobów na licznych krajowych jarmarkach oraz zagraniczne wyjazdy studyjne.

- Do tej aktywności dołączyła świadomość wszystkich członków grupy, którzy zobaczyli, jakie możliwości daje lokalna działalność, a przede wszystkim zobaczyliśmy, jak wielką rolę odgrywają produkty lokalne dla wiejskich społeczności w innych krajach Unii Europejskiej.

W gąszczu procedur

Nie da się ukryć, że sukcesy grupy zostały wyhamowane przez zmianę charakteru programu Leader.

W 2007 r. został on wpisany do Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich, co w praktyce oznaczało silne obudowanie procedurami i liczną dokumentacją. - Tak naprawdę niewielkie środki wyodrębnione w ramach IV Osi PROW podlegają podobnym procedurom jak olbrzymie dotacje z Regionalnego Programu Operacyjnego czy Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki - wyjaśnia pan Krzysztof.

Grupa jednak nie straciła entuzjazmu.

- Zrobiliśmy wiele szkoleń wyjaśniających krok po kroku "Jak pisać projekty" i starać się o fundusze.

Cieszyliśmy się, że prócz samorządów czy przedsiębiorców o dotacje na realizację swoich pomysłów zgłosiło się wiele prywatnych, samodzielnych osób - mówi Anna Pawlak p.o. kierownika biura LGD. Sporym zainteresowaniem cieszył się wówczas jeden z trzech ogłoszonych konkursów przez grupę, były "małe projekty".

Zgłoszonych zostało 20 wniosków z pomysłami mieszkańców i organizacji pozarządowych. Najlepiej w strategię Zakola wpisywał się jeden wniosek. Był to projekt wybudowania pieca chlebowego, którego celem było kultywowanie tradycyjnych metod produkcji oraz promowanie i rozwijanie produktu lokalnego, jakim w tym przypadku był Chleb Reginy wypiekany przez Beatę Tomaszewską.

Mimo tak wielu procedur i przepisów, przez które tak naprawdę trzeba się przegryźć, aby pozyskać unijne środki, pracownicy Zakola potwierdzają, że zdobyta wiedza będzie owocować i pomagać w realizacji dalszych działań. Tym bardziej, że jest dla kogo, bo zapał mieszkańców nie słabnie.

Chleb Reginy

Jadę dalej, chcąc zobaczyć zrealizowany projekt. Trafiam do domu Witolda i Beaty Tomaszewskich w Dąbrowie Chełmińskiej. Pani Beata od razu prowadzi mnie do izby, w której stoi duży piec zbudowany z kamienia i gliny.

Całe otoczenie robi duże wrażenie, bo wygląda jak z bajki. Małżeństwo w międzyczasie wyjaśnia mi, że budowa pieca trwała prawie rok, a pomysł został zaczerpnięty z projektu pieca pochodzącego z XIX w. znalezionego w muzeum etnograficznym. Okazuje się, że cała idea zrodziła się w momencie, gdy pani Beata postanowiła przejąć tradycję wypieku chleba od swojej teściowej. - Przyszedł czas, gdy zrozumiałam, że muszę w końcu nauczyć się wypieku chleba, który robiła moja teściowa. Pomyślałam, że ta wiedza po prostu nie może się zmarnować.

Postanowiłam spisać całą recepturę wyrobu teściowej, a z tego powodu, że jej zawdzięczam tę wiedzę nazwałam go chlebem Reginy - tłumaczy Beata Tomaszewska. Lecz to nie tylko jest kwestia chleba. Pani Beata stara się zachować od zapomnienia rodzinne smaki poznane w dzieciństwie.

Kultywuje też tradycyjny wyrób żywności nie tylko z zamiłowania, ale też i z przekonania o tak naprawdę niedocenianej wartości tych wyrobów w dzisiejszym plastikowym świecie.

Będąc przez parę minut w kuchni gospodyni zdążyłam już poznać przepis na pierogi sołtysa, ciacho babuni, barszcz wujka, czy też paszteciki teściowej.

Beata i Witold razem z przyjaciółmi poznanymi między innymi w LGD Zakole Dolnej Wisły, jeżdżą po Polsce, ale też i po innych krajach Europy, promując swoją lokalną działalność i regionalne smaki.

Gzinianka

Ostatni przystanek w Zakolu Dolnej Wisły to Gzinianka. Jest to gospodarstwo agroturystyczne Ireny i Jerzego Tomkiewiczów. Jak się wcześniej dowiaduję od pracowników Zakola i od pani Beaty jest to miejsce wielu spotkań, organizowanych zarówno przez Zakole, ale też i przez Urząd Marszałkowski.

Do tego miejsca zachęca nie tylko otaczająca budynki przyroda, ale też szeroki wachlarz produktów wyrabianych przez gospodarzy. - Częstujemy naszych gości produktami, które sami robimy. Chcemy, aby im tak samo smakowało jak nam - tłumaczy pan Jerzy. Takie podejście do wczasowiczów powoduje, że gospodarstwo ma już stałych klientów, którzy powracają do tego miejsca. W gospodarstwie goście mogą spróbować chleba pieczonego na liściach chrzanu, smalcu z jabłkiem i cebulką przyprawionego czosnkiem i majerankiem, szynki i kiełbas z własnej wędzarni, sera dojrzewającego, domowego pasztetu, masła i twarogów. W rozmowie pan Jerzy podkreśla, że z działalności grupy korzystają nie tylko członkowie, ale też i lokalni mieszkańcy. - Na pewno teraz więcej się dzieje, a mieszkańcy mają też okazję lepiej poznać wyroby, tradycję i kulturę swoich rodzimych stron. Dodatkowo grupa pomaga też w promocji naszego gospodarstwa - wyjaśnia właściciel.

Jednak jak się okazuje, pan Jerzy także podkreśla, że staranie się o dofinansowanie z "małych projektów" nie jest proste. - Chciałem pozyskać fundusze z "małych projektów" i zainwestować te pieniądze w rozwój gospodarstwa.

Zależało nam, aby stworzyć miejsce do wyrobu produktów tradycyjnych, bo już wcześniej organizowaliśmy pokazy wyrobu staropolskich potraw m.in. dla szkół. To się jednak nie udało. Procedur było zbyt wiele i wolałem to zrobić na własną rękę - mówi pan Jerzy.

Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (0)

BRAK KOMENTARZY

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 54.80.81.223
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin serwisu

Zgłoś swoje propozycje zmian!


Dziękujemy za współpracę!