Chodzi rzecz jasna o wina z "górnej półki". "Na przykład wino Lafite-Rotschild z 1996 r., którego wartość wzrosła do tej pory z 2 tys. do 7,5 tys. funtów za skrzynkę. To samo wino z rocznika 2000 odnotowało wzrost cen 515 proc., Chateau Latour rocznik 1996 odnotował wzrost o 352 proc. - powiedział PAP Mikołaj Iwański, dyrektor inwestycyjny firmy Stilnovisti.

Spółka jest jednym z pierwszych na polskim rynku doradców zajmujących się inwestycjami alternatywnymi. Firma specjalizuje się w art bankingu i wine bankingu, czyli inwestowaniu w sztukę i w wino.

"Przy inwestycji pięcioletniej na winie można zarobić do 400 proc. i jest to wynik osiągany przez kilkanaście marek z regionu Bordeaux i Burgundii, oczywiście, o ile się wie które marki win kupować i kiedy. Opieramy się na analizach i raportach z londyńskiej giełdy win" - powiedział PAP Krzysztof Maruszewski.

Firma, opierając się na danych z giełdy, kupuje wino ze znanych sobie piwnic, co - jak stwierdził Maruszewski - chroni inwestorów przed zakupem butelek niepełnowartościowych, np. źle przechowywanych.

Zdaniem przedstawicieli firmy, atrakcyjność inwestowania w wino polega w dużej mierze na tym, że wartość win cały czas idzie w górę i ten rynek nie zna większych załamań.

"Jeżeli odpowiednio wcześnie kupi się wino z rocznika, który potem jest uznany przez krytyków za wybitny, wtedy wzrost zysku jest bardzo duży. Tak np. są oceniane wina z rocznika 2005" - powiedział Iwański.

Istnieją trzy metody inwestowania w wino. Można inwestować w fundusze inwestujące w wino, można kupić wino "en primeur", czyli wino leżakujące w beczce z terminem odbioru za 2-3 lata w cenie 30- 50 proc wartości, co jest sposobem bardziej ryzykownym. Najpopularniejszym sposobem inwestycji jest zakup skrzynek wina.

Spółka Stilnovisti działa od początku 2008 r. Ma siedzibę w Poznaniu, w najbliższym czasie zamierza otworzyć biuro w Warszawie.

Źródło: PAP