Wielu gospodarzy już się przekonało, że zima może być świetnym sezonem, zwłaszcza wtedy, gdy znajdzie się ciekawy pomysł. Zajrzyjmy zatem do tych, którzy na brak pomysłów nie narzekają.

Mamucie ferie
„Znaleźć tu można wszystko, czego dusza zapragnie: miłość, ukojenie, stracony czas… Można zrealizować marzenia i sprostać nowym wyzwaniom…” – tak mówią o swoim gospodarstwie agroturystycznym Anna i Marek Dąbrowscy z miejscowości Szostaki w woj. podlaskim. Trudno znaleźć miejsce, które oferowałoby tyle atrakcji o każdej porze roku i 24 godziny na dobę. W malowniczym zakątku powstała „Mamucia Dolina”, czyli osada z epoki kamienia łupanego, w której gospodarze starają się zachować atmosferę krainy baśni. Nic dziwnego, że wśród turystów dominują dzieci.

Z myślą o najmłodszych organizuje się „Mamucie ferie” – wczasy dla mam z małymi „mamutami”, które chcą poznać życie przodków. W  postawionych szałasach można przebywać cały rok, bowiem „przedpotopowe” paleniska pozwalają na rozpalanie ognia nawet zimą (rozpalanie odbywa  się metodami przodków – bez użycia zapałek). Na rozgrzanych kamieniach przygotowuje się tradycyjne potrawy, a z robionymi własnoręcznie podpłomykami nie mogą się równać najlepsze nawet kremówki.

Nikt jednak nie broni się przed wyjściem na zewnątrz, nawet gdy mróz szczypie w nos. Łatwo o nim zapomnieć, strzelając z łuku, miotając oszczepami, zjeżdżając z górki na workach wypełnionych słomą czy tropiąc na śniegu ślady dzikich zwierząt. Grzejąc się po zimowych harcach, słuchać możemy miejscowych legend, uczyć się wyplatania koszyków i lepienia garnków z gliny, oporządzania koni i codziennych prac gospodarskich.

Coraz częściej zdarza się, że rodzice nie mogą sobie pozwolić na dłuższy urlop, ale chętnie spędziliby ze swoimi pociechami choć kilka dni. Tylko co dalej – ferie trwają przecież dwa tygodnie? Wyjściem może być takie właśnie miejsce, jak „Mamucia Dolina”. Można przyjechać razem na rodzinny weekend, a potem pozostawić dzieci pod opieką pani Ani. Rodzicom łatwiej przychodzi zostawianie dzieci pod opieką osób, które poznali osobiście, i w miejscu, które zobaczyli.
 
Doliny zakochanych
Walentynki tak szybko wpisały się w nasz kalendarz, że dzisiaj często zapominamy, gdzie właściwie miały swój początek. I że nie jest to nasza tradycja. Wszak uczucia na całym świecie są takie same i niewiele jest osób zupełnie niewrażliwych  na romantyczne wyznania. A wiejskie zakątki są do takich zwierzeń miejscem wprost idealnym. Przekonali się o tym bywalcy ukrytej wśród pagórków i lasów Lipowej Doliny w Wylągach, w woj. lubelskim, gdzie walentynkowy weekend na stałe wpisano w agroturystyczne atrakcje.