Katarzyna i Adam Bujakowie z Lewic w zachodniej Wielkopolsce należą do Międzychodzkiego Stowarzyszenia Agroturystycznego (pisaliśmy o nim w poprzednim numerze). Kiedy w roku 2000 otwierali swe podwoje dla turystów, właśnie w ich obejściu Stowarzyszenie zorganizowało otwarcie sezonu. To taki prosty a skuteczny sposób pomocy dla tych, którzy dopiero zaczynają. Atrakcją obejścia państwa Bujaków było wówczas Muzeum pod strzechą. Strzecha przykrywała stodołę, w której zgromadzili bardzo różne eksponaty od przedwojennej kopaczki do ziemniaków po stary kołowrotek. Najważniejsze, że uratowali przed zniszczeniem sporo wiekowych maszyn i przedmiotów używanych w tych stronach, przeszukując własne gospodarstwo i zbierając starocia po znajomych. Dziś Muzeum pod strzechą już nie ma, bo stodoła została pokryta blachą i wykorzystywana jest zgodnie ze swym przeznaczeniem. Do naszego muzeum przyjeżdżało początkowo sporo wycieczek, ale już się ono trochę opatrzyło, a poza tym stodoła była nam potrzebna. Ale jeśli ktoś się interesuje dawnym życiem wsi, to zawsze może sobie obejrzeć nasze eksponaty. Mamy je do dziś - mówi pan Adam. Teraz zamiast muzeum atrakcją jest para strusi, przyjaźnie wyciągająca szyje ku odwiedzającym ich zagrodę.

Państwo Bujakowie gospodarują na 65 hektarach. Mają 2,5 hektara łąk, a reszta jest pod uprawą mieszanek zbożowych i żyta. Gleby są marne, przeważa VI klasa, więc zbiory nie są imponujące. W gospodarstwie jest jednak 30 loch i produkcja w cyklu zamkniętym. Trzymają też jedna krowę, żeby turyści mieli świeży nabiał. Czy taki kierunek produkcji nie koliduje jednak z agroturystyką? U państwa Bujaków nie, bo chlewnia, choć znajduje się tuż obok budynków mieszkalnych, jest tak czysta, że goście nie skarżą się na nieprzyjemne zapachy. Chlewnia dzieli podwórze na dwie części „reprezentacyjną” i roboczą, gdzie wykonuje się brudniejsze prace i spacerują kury. Miejscem wypoczynku gości jest duży ogród położony za starym domem gospodarzy trzecia, najładniejsza i najbardziej przytulna część siedliska. Ogród pielęgnuje z oddaniem mama pana Adama, która lubi stare odmiany kwiatów, zapamiętane w młodości. Świerki, które rosły wraz z agroturystyką, to już pomysł młodszego pokolenia.

Goście mają do dyspozycji trzy pokoje w starym domu. Mankamentem jest wspólna łazienka, dlatego państwo Bujakowie przyjmują raczej ludzi zaprzyjaźnionych lub skoligaconych, których to nie krępuje. Minusem naszego gospodarstwa jest także brak wody w najbliższej okolicy, jednak okazało się, że nie wszystkim turystom zależy na kąpieli w jeziorze. Wielu wystarczą nasze lasy mówią gospodarze. A lasy wokół Lewic są naprawdę wspaniałe, z rezerwatem orła bielika. Te królewskie ptaki często szybują nad gospodarstwem państwa Bujaków, położonym na obrzeżach wsi, do której prowadzi droga wysadzana wiekowymi akacjami. Atrakcją są także niedalekie budynki nieczynnej stacyjki kolejowej no i same Lewice, wieś wyjątkowo malownicza, z pięknymi skupiskami drzew, ładną starą architekturą i siedzibami dwu leśnictw.