Zdaniem Mariusza Olejnika, prezesa Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych, na cenę rzepaku w przyszłości będzie miała wpływ polityka Unii Europejskiej w zakresie właśnie biopaliw.

- Jeśli w całej UE poprzez wprowadzenie metody tzw. pośredniej zmiany użytkowania gruntów (ILUC) wyeliminuje się rzepak do produkcji biopaliw, to będziemy mieli nadmiar rzepaku na cele spożywcze - dziś w UE na biopaliwa przeznacza się 2/3 jego produkcji.

Propozycja Komisji Europejskiej jest niekorzystna przede wszystkim dla produkcji europejskiej, jako że zahamowałaby gwałtownie rozwój sektora biopaliw, spowodowałaby spowolnienie działalności rolniczej i przemysłowej - podkreślał Olejnik.

W związku z tym jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że gdyby Unia rzeczywiście obniżyła ilość biopaliw I generacji w transporcie, to produkcja rzepaku spadłaby. O ile? Nawet o połowę.

Obecnie prognozuje się zbiory rzepaku w Polsce na 2-2,2 mln t. W sytuacji, gdyby zabrakło odbioru surowca przez rynek biopaliw, czy biodiesla, wówczas przemysł spożywczy zagospodarowałby w naszym kraju ok. 1 mln t surowca. Niestety, ta liczba raczej nie powinna ulec zmianie. Rynek kształtują relacje popyt - podaż, dlatego jeśli nie będzie tego pierwszego, to automatycznie spadnie powierzchnia uprawy rzepaku, a także jego ceny.

Już teraz mówi się, że nie będą one tak wysokie jak w roku ubiegłym, kiedy za tonę nasion można było dostać nawet ponad 2 tys. zł. Jeszcze na początku tego roku cena netto rzepaku kształtowała się na poziomie 1850 zł/t, w połowie czerwca obniżyła się do 1650 zł/t.

Mówi się, że w czasie żniw będzie jeszcze niższa, ale nie powinna spaść poniżej 1500 zł/t netto. Jak będzie w rzeczywistości - czas pokaże. Na razie takie gdybanie to wręcz "wróżenie z fusów", najlepiej, aby rolnicy śledzili ceny surowca na giełdach towarowych - one najbardziej odzwierciedlają sytuację na rynku.

O co chodzi z tymi biopaliwami?

Komisja Europejska zaproponowała redukcję udziału biopaliw I generacji w roku 2020 z 10 do 5 proc. - otrzymywanych z upraw produkowanych na cele spożywcze, w tym rzepaku. Wywołało to wiele kontrowersji, a pułap 5 proc. uznano za zbyt rygorystyczny.