Według niego produkcja tej ryby w całej Polsce spada. Dlatego w tym roku na nasz rynek trafią także karpie z Czech, Węgier i Litwy.

- W wielu miejscach Polski karp choruje. Produkcja w naszym kraju spadnie o 8-9 proc. w porównaniu z 2010 r. W Przygodzicach nie zanotowano do tej pory żadnych chorób - powiedział dzierżawca stawów.

Według niego, karp będzie w tym roku droższy z powodu "niesłychanego wzrostu cen pasz, zboża i mało sprzyjającego tym rybom lata". W pobliskim Ostrowie Wlkp. już dziś karp kosztuje 15 złotych i jest droższy niż w 2010 r. o 3 złote - twierdzi Trzcieliński.

Przygodzicki folwark ze stawami hodowlanymi, głównie tzw. karpia królewskiego, założyła w 1775 r. antonińska linia książąt Radziwiłłów, ale hodowla ryb na istniejących wtedy 69 stawach miała już wielowiekową tradycję. - Dużego znaczenia nabrała jednak za czasów Radziwiłłów z pobliskiego Antonina, którzy na tych ziemiach byli prekursorami nowoczesnej gospodarki stawowej - powiedział historyk i regionalista Dariusz Peśla.

Powierzchnia przygodzickich stawów wynosi dziś około 750 hektarów. Tradycyjnie największa sprzedaż ryb rozpoczyna się wraz z nadejściem chłodów. Trzcieliński zaznacza, że ryb z jego stawów nie można kupić w wielkich sieciach handlowych. Przekonuje, że jakość ryb jest wysoka, bo podłoże stawów przygodzickich jest pozbawione mułu.

Peśla wyjaśnił, że w Polsce hoduje się kilka gatunków karpi: drobnołuskiego, nagiego, liniowego oraz najpopularniejszego lustrzenia, zwanego też królewskim. - Nasz kraj zajmuje w produkcji karpia czołowe miejsce w Europie, ale jego spożycie jest małe - powiedział.

Tymczasem - jak wyjaśnia - wartości dietetyczne tej ryby są ogromne: 100 gramów karpia to 150 kcal, a więc tyle, co zawiera wołowina. Do tego ma w sobie sporo nienasyconych kwasów tłuszczowych, łatwo przyswajalne białko i sporo witamin, głównie A.

- Może być przyrządzany w occie, wędzony, po żydowsku, z wody, w galarecie, a nade wszystko smażony na złocisty kolor. Chrupiący i aromatyczny, mógłby częściej gościć w naszym jadłospisie - przekonuje Peśla.

Odłowione ryby przechowywane są do okresu przedświątecznego w betonowych basenach. Za czasów Radziwiłłów rolę takich przechowalni pełniły tzw. hołdernie - sadzawki kryte strzechą. Dziś nie ma już po nich śladu.

Rybaków z Przygodzic o wielu lat "odwiedzają" kormorany, nawet 500 sztuk dziennie. Ptaki zjadają w ciągu dnia ryby warte 2,5 tys. zł. Spore szkody wyrządzają też norki amerykańskie i wydry.

Podobał się artykuł? Podziel się!