W gospodarce wolnorynkowej chodzi o to, żeby uzyskać jak najwięcej środków ze sprzedaży produktów. Pewnie, że nie można tego osiągnąć, jeśli produkuje się na niewielkich areałach, brakuje środków na inwestycje.

Nie można mierzyć kondycji ekonomicznej gospodarstw rolnych pod względem ilości posiadanych hektarów, jednak, co do ilości sprzedaży produktów na rynek, już tak.

Spoglądanie na gospodarstwa pod względem posiadanych areałów jest miarą dziewiętnastowieczną – przekonywał prof. Józwiak z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa.

Milion gospodarstw wprowadza rocznie na rynek towary o wartości nie większej niż 5 tys. zł.

To nie są przedsiębiorstwa rolne.

Z badań prowadzonych przez prof. Włodzimierza Dzuna z Instytutu wynika, że te przedsiębiorstwa rolne, których wielkość ekonomiczna wynosi, co najmniej 40 ESU, można nazwać podmiotami agrobiznesu.

Takich „firm” w Polsce jest niewiele. Ponad 700 tys. gospodarstw jest bardzie wydajnych od tych z miliona, jednak takich, co uzyskują 40 ESU jest tylko 15 tys.

Dochody w wysokości ponad 100 tys. zł rocznie ze sprzedaży produktów ma zaledwie 2,4 proc. gospodarstw rolnych.

W sumie w Polsce jest 2,6 mln gospodarstw. Przed wejściem do UE było ich blisko 3 mln.

Duże gospodarstwa dzierżawią uprawianą ziemię. Te firmy rolne, których wielkość ekonomiczna wynosi od 40 do 100 ESU dzierżawią 40 proc. ziemi.

Im lepsze ekonomicznie firmy, dzierżawią tym więcej gruntów, bo 2/3.

Gospodarstwa rolne, które są wydajne jednak też muszą się rozwijać. Muszą chłonąć nowe technologie.

Obserwuję, że wiele podmiotów o tym zapomina, tylko „trwa i chce jak najwięcej wyciągnąć ze stanu obecnego” – zauważył prof. Józwiak.

Źródło: farmer.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!