Śliwowica otrzymała nagrodę na zjeździe w Minnesocie, wygrała spośród niemal 30 innych tego typu alkoholi. Ale co z tego skoro w Polsce wg prawa nie można jej produkować. Małopolscy urzędnicy (i, jak czytamy w Gazecie Wyborczej, miejscowy ksiądz proboszcz również) zakazali świętowania pod szyldem „opilstwa”. Miejscowi i przyjezdni czczą zatem co roku „owocobranie”, chociaż na stołach wystawców królują nie owoce, łącka śliwowica.

Chociaż produkcja jest nielegalna, wielu pędzi. Kar się nie boją. Właścicielowi nielegalnej gorzelni w grudniu 2007 roku wlepiono 500 złotych mandatu. Miał 32 tys. litrów zacieru. Przeciętne gospodarstwo może wyprodukować 50 litrów śliwowicy w ciągu roku.

Jak wokół każdego tego typu zakazu narasta szara strefa. Jak mówią znawcy prawdziwa śliwowica wystrzega się spirytusu, drożdży, cukru. Ta nieoryginalna – już niekoniecznie.

Szczęśliwy zatem ten, kto nabędzie tę prawdziwą. Prawdziwy smakosz nie powinien mieć problemu z jej rozpoznaniem. Jednak śliwowica jak każdy owoc zakazany przyciąga sporo zainteresowanych tym znanym napitkiem. I właśnie na nich zarabiają nieuczciwi producenci.

My przypominamy: śliwowica łącka została uznana w 1989 r. przez urząd konserwatora zabytków w Nowym Sączu za niematerialne dobro kultury narodowej, a 10 października 2005 roku na Listę Produktów Tradycyjnych została wpisana w kategorii Napoje (alkoholowe i bezalkoholowe): „Śliwowica Łącka”.

Źródło: farmer.pl