PRZEGLĄD PRASY: W pierwszej połowie stycznia w zakładach utylizacyjnych nie brakowało telefonów od rolników. Gdy jednak dowiadywali się, iż np. za odebranie krowy trzeba zapłacić 342 zł, nie zgłaszali padnięcia zwierzęcia - pisze Gerwazy Konopczyński.

Według Antoniego Majchrzaka, rolnika z gminy Kamieniec, wielu gospodarzy z powodu obecnej złej sytuacji w rolnictwie nie stać na to.
- Do produkcji trzody chlewnej, która u nas jest podstawą gospodarstwa, dokładamy. Skąd ten rolnik ma wziąć pieniądze na zapłacenie pełnej kwoty za utylizację - pyta Antoni Majchrzak. 

W zakładzie w Tarnowie Starym, obsługującym region południowej Wielkopolski, stawka ryczałtowa od sztuk dużych do 2 lat wynosi obecnie 43,58 zł, a od sztuk małych - 13,07 zł. Jak dodaje właścicielka zakładu, nie wiadomo, jak długo takie stawki będą obowiązywały. 

Może być taka sytuacja, iż limity wyczerpią się w sierpniu. Co prawda będzie szansa podpisania aneksu, ale nie wiadomo, na jakich warunkach. Od początku stycznia nie ma w Polsce zakładu, który spalałby produkowaną mączkę kostną. Te, które dotychczas to robiły, nie mają odpowiednich certyfikatów. Magazynowanie tego produktu to dla zakładu następne koszty.

Gdy od 21 stycznia, czyli jeszcze przed podpisaniem umowy, zakład z Tarnowa Starego zaczął odbierać padłe sztuki na zasadach dofinansowania przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, zgłoszeń jest więcej. Jak twierdzi jego właścicielka, wielu rolników przetrzymywało zwłoki zwierząt nawet przez kilkanaście dni. Pewien gospodarz miał świadectwo weterynaryjne z 6 stycznia, a zgłoszenie nastąpiło dopiero 21 stycznia. Takie sytuacje są dowodem na. to, iż nieporozumienia na linii zakłady utylizacyjne - agencja to tykająca bomba ekologiczna. 

Źródło: Panorama Leszczyńska

Podobał się artykuł? Podziel się!