W tym celu z inicjatywy ministra finansów Peera Steinbruecka powołano w czwartek w Berlinie "Sojusz do walki z nielegalnym zatrudnieniem w branży mięsnej". Przy okazji, szef resortu finansów rozwiał nadzieje na rychłe zniesienie ograniczeń w dostępie do niemieckiego rynku pracy.

Oprócz Steinbruecka, umowę podpisali przedstawiciele Związku Gospodarki Mięsnej (VDF) Josef Tillmann, Niemieckiego Związku Rzeźników (DFV) Michael Durst oraz przewodniczący związku zawodowego pracowników branży żywnościowej (NGG) Franz-Josef Moellenberg.

Uczestnicy porozumienia chcą oddziaływać na świadomość obywateli Niemiec, zwracając im uwagę na negatywne skutki pracy na czarno. Planowane są wspólne działania propagandowe, a także powołanie grupy roboczej, której zadaniem będzie wypracowanie praktycznych działań przeciwko nielegalnemu zatrudnianiu pracowników.

Steinbrueck podkreślił, że według szacunków w szarej strefie gospodarki powstaje 10 do 15 proc. całego niemieckiego produktu krajowego brutto. "Praca na czarno jest zjawiskiem na masową skalę" - podkreślił. Jego zdaniem, dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie obowiązującej we wszystkich branżach płacy minimalnej, co proponuje SPD. Kierująca niemiecką koalicją rządową CDU jest jednak przeciwna płacy minimalnej.

Jak alarmuje prasa, delegowani do pracy w niemieckich rzeźniach Polacy wykorzystywani są przez polskie i niemieckie firmy. Pracują w złych warunkach, otrzymując nierzadko niezgodne z przepisami wynagrodzenia. "Gazeta Wyborcza" opisała kilka tygodni temu przypadek rzeźni Toennesa w Rheda-Wiedenbruck, w Nadrenii Północnej - Westfalii.

Na konferencji przed podpisaniem umowy o sojuszu szef związku zawodowego Moellenberg bronił pracowników z Europy Wschodniej przed zarzutami o "dumping" i zabieranie Niemcom miejsc pracy. "Wschodnioeuropejscy koledzy nie ponoszą winy, oni znajdują się w sytuacji bez wyjścia i wykorzystywani są przez niemieckich przedsiębiorców" - powiedział.

W rozmowie z PAP przyznał, że jego związek zna sytuację polskich pracowników w rzeźni Toennesa. "Chcielibyśmy pomóc polskim kolegom, ale nie mamy realnych możliwości. Właściciel ogranicza działalność związkową. Ten, kto próbuje bronić innych, dostaje czerwoną kartkę" - wyjaśnił.

Minister Steinbrueck, pytany przez PAP, czy otwarcie niemieckiego rynku pracy nie byłoby najlepszym lekarstwem na pracę na czarno, odpowiedział: "Zdecydowana większość w rządzie uważa, że zniesienie ograniczeń doprowadziłoby do spotęgowania problemów". Dodał, że nie tylko Niemcy, lecz także inne stare kraje UE będą zastanawiały się, kiedy otworzyć rynek pracy. "Nie sądzę, by obecne problemy wynikały ze zbyt małej swobody pracowników" - zaznaczył Steinbrueck.

Niemcy zamknęły swój rynek pracy dla Polaków i mieszkańców innych krajów Europy Środkowej i Wschodniej do maja 2009 roku. Unijne przepisy pozwalają im przedłużyć jeszcze raz, o dwa lata tę blokadę. Władze w Berlinie nie podjęły jeszcze decyzji, choć wielu polityków sugeruje, że blokadę należy utrzymać do 2011 r. Organizacje pracodawców zwracają uwagę, że w Niemczech już teraz brak jest fachowców, a deficyt ten będzie się z każdym rokiem powiększał.

Źródło: PAP

Podobał się artykuł? Podziel się!