W wyniku negocjacji przedakcesyjnych, oprócz przyznanego Polsce limitu produkcji mleka, określono też tzw. referencyjną zawartość tłuszczu w mleku. Nie może ona przekroczyć 39 gramów na kilogram. Zarówno limit mleka, jak i zawartości w nim tłuszczu ograniczają możliwości rozwoju gospodarstw mleczarskich. Niestety podczas negocjacji Unia Europejska nie wzięła pod uwagę tego, że wchodzimy „do klubu” w okresie rewolucyjnych przeobrażeń w naszym rolnictwie, w którym nastąpiło załamanie produkcji i że w przyszłości może nam zabraknąć mleka na spożycie krajowe. Na razie tak nie jest, bo na zaopatrzenie rynku krajowego przeznaczono 7,2 z 8,9 mln ton skupionego przez mleczarnie mleka. Trudno zatem będzie UE przekonać, aby zwiększyła nam krajową kwotę mleczną dla dostawców hurtowych.

… Bo mleko było zatłuste
W podobny sposób przyznawana jest poszczególnym krajom członkowskim referencyjna kwota zawartości tłuszczu w mleku. To poważny problem, bo więcej tłuszczu to np. więcej wyprodukowanego masła, które jest trudno sprzedać. Unia dopłaca więc do jego przechowywania, do eksportu, a także do jego przetwórstwa na pasze itp. To kosztuje. W dodatku nie wiadomo jak długo utrzymane zostaną dopłaty do eksportu, bo ich zniesienia domaga się Światowa Organizacja Handlu (WTO).

Agencja Rynku Rolnego po dokonaniu podsumowania roku kwotowego 2005/2006 stwierdziła, że nastąpiło przekroczenie krajowej normy zawartości tłuszczu. Średnia ważona zawartość tłuszczu w indywidualnych decyzjach przyznanych rolnikom wyniosła w tym czasie 39,18 g/kg. Zgodnie z przepisami unijnymi państwa członkowskie UE są zobowiązane zaniżyć producentom mleka zawartość tłuszczu nawet wtedy, gdy zostanie ona przekroczona o 0,1 g/kg mleka w stosunku do średniego limitu tłuszczu przyznanego danemu krajowi.

Taką sytuację mamy teraz w Polsce, stąd konieczność wydawania ponownych decyzji producentom mleka – dostawcom hurtowym. Współczynnik redukcji, o który zostanie pomniejszona zawartość tłuszczu wyniesie 0,99. Natomiast limity produkcji pozostaną bez zmian. Jednak należy pamiętać, że im wyższa będzie zawartość tłuszczu w mleku, tym mniejsze mogą być jego dostawy do mleczarni. Warto przypomnieć, jak wyglądała sytuacja w krajach UE.

Szok, a potem zrozumienie
Wprowadzenie kwot mlecznych przez Unię Europejską w roku 1984 było dla tamtejszych rolników prawdziwym szokiem. Dziś rozumieją jednak, że inaczej nie można regulować rynku mleka. Muszą dostosowywać wielkość produkcji do możliwości sprzedaży artykułów mleczarskich przez spółdzielnie mleczarskie.

Unia różnymi sposobami starała się przywrócić równowagę na rynku. Już w 1977 r. wprowadziła tzw. fundusz współodpowiedzialności – każdemu dostawcy potrącano od 0,5 do 3 proc. zapłaty za dostarczone mleko. Zrezygnowano z tego dopiero w 1993 r.

Następnie (w 1981 r.) wprowadzono próg gwarancyjny produkcji mleka, którego przekroczenie wiązało się z obniżką ceny za mleko. Utrzymywano też stałe ceny na mleko, co oznaczało ich realny spadek (inflacja). Ale i ten sposób na ograniczenie produkcji mleka okazał się nieskuteczny. Rosła nadal góra masła i mleka w proszku, co stawało się coraz bardziej kosztowne dla budżetu Unii. Dopiero wprowadzenie w 1984 r. kwot produkcji mleka spowodowało, że „rzeka mleka” przestała rozlewać się już tak szeroko.

Normy w dół
Każdy kraj unijny przyznaje rolnikom tzw. ilości wzorcowe mleka. Określa w nich, ile mleka, i o jakiej zawartości tłuszczu mogą wyprodukować w ciągu roku. Jeśli zostaną przekroczone limity krajowe dopuszczalną zawartość tłuszczu w mleku „tnie się” wszystkim po równo, a nie tylko tym rolnikom, którym przyznano wyższe kwoty. Pod koniec sezonu produkcyjnego, wysokość dostaw dokonywanych przez producenta jest podwyższana lub obniżana, w zależności od tego, czy zawartość tłuszczu była większa czy mniejsza od stawki wzorcowej.

Dziś rolnicy w UE nie walczą już o zwiększenie produkcji. Zdają sobie sprawę, że muszą brać pod uwagę możliwości sprzedaży produktów mleczarskich. Nie oczekują, że skupi się od nich wszystko, co mogliby wyprodukować. Unia bowiem nie może zwiększać skupu interwencyjnego masła i mleka w proszku, bo nie może zwiększać dotowanego eksportu. Zobowiązują ją do tego umowy z WTO.

Źródło: "Farmer" 15/2006