Dla mieszkańców Łap zamkniecie cukrowni to prawdziwy dramat. Trudno się więc dziwić, że do Warszawy przyjechali nie tylko pracownicy zamykanego zakładu.

Roman Czepe, burmistrz Łap: - dla miasta to jest cios duży, bo to jest 300 pracowników, 300 sezonowych. To są rodziny i tak dalej. Powiedzmy sobie, że to jest dla Podkarpacia cios.

Krajowa Spółka Cukrowa w zamian za zamknięcie fabryk w Łapach i Lublinie chce otrzymać od Komisji Europejskiej rekompensaty rzędu 280 mln zł. Inaczej Bruksela i tak zmusi koncern w 2010 r. do ograniczenia produkcji, ale tym razem bez żadnych odszkodowań.

Demonstrujący plantatorzy i cukrownicy z Łap domagali się, aby prezes Agencji Rynku Rolnego nie wysyłał do Brukseli wniosku Krajowej Spółki Cukrowej o przyznanie rekompensat. Dostało się także ministerstwu skarbu państwa, które dopiero na 29 lutego zwołało walne zgromadzenie akcjonariuszy krajowej spółki cukrowej, na którym ma być odwołany zarząd firmy.

Karol Tylenda, związek plantatorów przy cukrowni Łapy: - marna to satysfakcja, jeżeli dzisiaj odwołają Zarząd Krajowej Spółki Cukrowej. To tylko taka moralna satysfakcja. Natomiast złożono dokumenty i teraz praktycznie próbujemy zablokować cały cykl legislacyjny tych dokumentów.

Wprawdzie rolnicy, którzy utracą możliwość odstawiania buraków do zakładu w Łapach otrzymają unijne rekompensaty, ale nikogo to nie zadawala.

Andrzej Brzozowski, plantator buraków cukrowych: - a jaka to ta rekompensata. To jest ochłap dosłownie. To jednorazowa wypłata. Kto mi za maszyny, za kombajn zwróci? Co dla dzieci zostawię? Określam - to ochłap.

Podczas zakończonej właśnie kampanii cukrowniczej fabryka w Łapach była jednym z najkrócej pracujących zakładów. Krojenie buraków zakończyła już po dwóch miesiącach.

Źródło: Witold Katner/Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!