Owoców będzie mniej, dojrzeją później i będą drogie – to wiadomo prawie na pewno. Ale na konkrety trzeba spokojnie poczekać– komentują przetwórcy, bo wszystkie scenariusze są jeszcze możliwe. I te najczarniejsze i te zdecydowanie bardziej optymistyczne. Jak na razie firmy przetwórcze zareagowały zahamowaniem sprzedaży zeszłorocznych zapasów.

- Polscy eksporterzy przestają w tej chwil ten koncentrat eksportowa. Trzymają go wiedząc, że bardziej będzie się opłacać wyeksportować go w przyszłym roku po jeszcze wyższych cenach – mówi Tomasz Smoleński z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa.

- W tej chwili zostawiamy zapasy i będziemy z nich w kolejności korzystać, ale oczywiście to nie wystarczy do bieżącej produkcji – dodaje Joanna Bancerowska, rzecznik prasowy Agros Nova.

Bo żadna firma ze względu na brak surowca nie chciałaby ograniczać planów produkcyjnych.

Rzeszowska spółdzielnia Ogrodniczo-pszczelarska jest jednym z największych odbiorców owoców miękkich w regionie. – Mamy podpisane kontrakty na zbyt towaru i będą to kontrakty w wykonaniu 40-50% mniej, stąd też obawiamy się tutaj jakichś kar – mówi Jadwiga Solecka. Spółdzielnia 80 proc. skupionych owoców eksportuje do Niemiec, Holandii, Belgii i Austrii.

- Zakłady przetwórcze też są w bardzo trudnej sytuacji bo nie chcą kupować surowca po bardzo wysokich cenach, chcą cen, które zadowoliłyby ich oraz producentów – mówi Tomasz Smoleński.

Jeśli w surowiec nie uda się zaopatrzyć w kraju, trzeba będzie szukać go zagranicą. Gdzie ? Prawdopodobnie w Chinach, bo to największy producent zarówno truskawek jak i jabłek . Mówi się także o Indiach, Jednak przetwórcy mają jeszcze nadzieję, ze polskich jabłek wystarczy do krajowej produkcji koncentratu. Wiadomo, że polski koncentrat jest najlepszy.

Źródło: Agrobiznes