Związek Coldiretti podniósł alarm w związku z ponownym pojawieniem się w sprzedaży we Włoszech niebieskiej mozzarelli, czyli sera, który zmienia barwę w chwili otwarcia opakowania, w rezultacie kontaktu z powietrzem. Według ekspertów przyczyną zmiany koloru z białej na wyraźny błękit jest bakteria, znajdująca się w płynie, w którym ser jest zanurzony.

Partie takiej budzącej zaniepokojenie konsumentów mozzarelli wycofano ze sprzedaży w środkowej części kraju. Ku irytacji organizacji konsumenckich nie podano nazwy jej producenta, co ich zdaniem należy zrobić w trosce o dobro klientów.

Wszystko wskazuje na to, że ser pochodzi z importu, ale z jakiego kraju - nie wiadomo. Już samo to wywołuje oburzenie obrońców rodzimej żywności, którzy twierdzą, że sprowadzanie z zagranicy tak tradycyjnego produktu włoskiej kuchni - tańszego i gorszej jakości, a zatem podrabianego - jest skandalem.

Lecz związek włoskich rolników indywidualnych zauważył przy okazji, że to tylko część problemu. Jest on znacznie większy, ponieważ według szacunków tej rolniczej organizacji połowę sprzedawanej we Włoszech mozzarelli wyprodukowano z mleka lub jego przemysłowych pochodnych, sprowadzanych z zagranicy. W ten sposób, podkreślono, wyrządza się ogromne szkody włoskim producentom mleka, zaangażowanym na rzecz zapewnienia jego jakości oraz bezpieczeństwa. Takich gwarancji zaś, argumentują rolnicy, nie daje tańsze mleko z importu, zwłaszcza to przywożone już w postaci proszku. Tymczasem, przypomniano, codziennie do Włoch sprowadza się 3,5 miliona litrów zagranicznego mleka i jego pochodnych.

Dlatego związek Coldiretti domaga się, by na opakowaniach mozzarelli widniała zawsze informacja z jakiego mleka ją wyprodukowano. Obecnie nie ma takiego wymogu, co jest powodem licznych nadużyć.

Jest to, twierdzi związek, tym ważniejsze, że to właśnie ten ser jest najbardziej podrabiany i sprzedawany we Włoszech jako rzekomo rodzimy, także wtedy, gdy z Italią nie ma nic wspólnego.