- Ten eksport rośnie – np. do Białorusi przez 10-15 lat wzrósł dziesięciokrotnie, do Rosji generalnie czterokrotnie po wejściu do Unii Europejskiej, a wartość towarów idących do WNP stanowi dzisiaj 10 proc. eksportu, czyli około 1.800.000 tys. euro – na pewno nie jest satysfakcjonujący w takim sensie, że chcielibyśmy więcej eksportować – mówił w sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi wiceminister Tadeusz Nalewajk. - Dzisiaj 40 proc. eksportu idzie do Niemiec. Podobny wynik chcielibyśmy osiągnąć w handlu z Ukrainą, która, tak jak Niemcy, jest naszym najbliższym sąsiadem. Tylko wiadomo, że to jest inny rynek, jeżeli chodzi o kraje WNP, a myślę, że łatwiejszy od momentu, gdy Rosja weszła do WTO, bo pewne regulacje obowiązują. Ale jest systematyczny wzrost i generalnie dominują dwa towary: jabłka, jeżeli chodzi o Rosję i Ukrainę, i mięso na Białoruś. Szacujemy, że eksport do Rosji i Ukrainy wynosi około 500 tys. ton jabłek. Wiadomo, co to znaczy przy produkcji 2,8 mln ton w 2012 r., co to dla nas jako kraju znaczy w kontekście kilku lat wstecz, gdy wiemy, jakie mieliśmy problemy. Mało tego, nasze jabłka stały się materiałem rozpoznawalnym i poszukiwanym już przez Rosjan. Mimo tego prowadzimy również akcję promocji polskich jabłek, wykorzystując fundusze promocji. Oczywiście robi to Polski Związek Sadowników.

Jak zapowiada wiceminister, Polska będzie zabiegała nadal o rynki wschodnie

- Oczywiście nadal będziemy promowali nasze towary poprzez udział w różnych targach, fundusze promocyjne, organizacje, bo powinno nam na tym zależeć, żeby rzeczywiście wymiana handlowa z tymi krajami opierała się na normalnych zdrowych zasadach. Jest to kwestia bardzo istotna, jeśli wziąć pod uwagę koszty transportu: do najbliższego sąsiada są najmniejsze.

Podobał się artykuł? Podziel się!