Jak powiedział w poniedziałek PAP Marcin Wolny, dyrektor ds. handlowych firmy "Rol-Banc", która wyprodukowała kiełbasę polską zarażoną włośniami, do "Rol-Bancu" trafiła sztuka trzody chlewnej, która prawdopodobnie miała włośnie.

"To jedna z dziewięciu sztuk przywieziona przez rolnika do ubojni w Stuchowie (Zachodniopomorskie) 9 maja, w okresie, z którego mniej więcej pochodziłaby zarażona włośnicą produkcja. Osiem pozostałych zostało zutylizowanych, bo miały włośnie. W tej jednej lekarz weterynarii ich nie stwierdził. "Mamy prawo przypuszczać, że ta świnia była także zarażona, a weterynarz zbyt pochopnie ją przepuścił. Podobnie jak pozostałe sztuki powinna być zutylizowana, a nie trafić do obrotu" - podkreślił Wolny.

Jak zaznaczył, eksperci uznają, że jeśli w stadzie ogromna większość trzody jest zarażona, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że chore są także pozostałe sztuki.

Jak powiedział PAP zachodniopomorski lekarz weterynarii Tomasz Grupiński, zdarza się też tak, że jedna sztuka trzody jest zdrowa, a pozostałe chore. W Stuchowie jest zakład wytrawiania włośni. Nie podejrzewam, że doszło tam do takiej pomyłki. 9 maja trafiły tam 34 sztuki trzody, z czego rzeczywiście u ośmiu stwierdzono włośnie. Jednak, by sprawdzić dokładnie tę sprawę, przyjedzie tam już we wtorek ekspert z PIW - podkreślił.

Grupiński dodał, że w firmie w Świerznie służby weterynaryjne już w 2004 roku odkryły nieprawidłowości, takie jak np. brak dokumentacji, podejrzenie uboju bydła mimo braku zezwolenia, fałszowanie dokumentacji. O sprawie zawiadomiono prokuraturę, która jednak śledztwo umorzyła - powiedział Grupiński. Podkreślił jednak, że w zakładzie nigdy nie znaleziono włośni w mięsie.

Zakład zaś w specjalnie wydanym w poniedziałek oświadczeniu przekazanym mediom na specjalnie zwołanej konferencji podkreślił, że w czasie 15-letniej działalności ani sama firma, ani też żaden z jej pracowników nie zostali ukarani żadnego rodzaju karą za naruszenie przepisów sanitarnych i weterynaryjnych. Zakład pozostaje pod stałą obowiązkową kontrolą weterynaryjną sprawowaną przez powiatowego lekarza weterynarii - napisano w oświadczeniu.

Według kierownictwa firmy nie prowadzi ona własnego uboju, dokonuje jedynie zlecenia uboju wykwalifikowanej i certyfikowanej ubojni lub też kupuje mięso gotowe po uboju. Mięso do produkcji ma zawsze pieczątkę producenta poświadczającą przebadanie mięsa oraz dokument identyfikujący mięso.

Zakład nie zgadza się z sugestią służb weterynaryjnych, że do firmy mogło trafić mięso z nielegalnego uboju.

"Oskarżenie to nie jest poparte żadnym dowodem, żadnym przypadkiem stwierdzenia nielegalnego uboju, ba nawet nielegalnego zakupu trzody. Przed tego rodzaju oskarżeniem nie ma się w istocie jak bronić. Zakład musi bowiem w tym momencie prowadzić dowód niewinności co pozostaje w sprzeczności z domniemaniem niewinności" - podkreślają szefowie firmy.

Sugerują także, by zbadać resztę stada, z którego pochodziło 8 zarażonych sztuk, celem potwierdzenia prawdopodobieństwa zakażenia całego stada.

Zakład prosi zatem, aby nie identyfikować go jako sprawcę włośnicy, lecz jako kolejną ofiarę tej choroby.

W związku z zachorowaniami na włośnicę na polecenie Głównego Inspektora Sanitarnego wstrzymano w piątek całkowicie produkcję w firmie, w której wyprodukowano kiełbasę zakażoną włośniami oraz podjęto decyzję o wycofaniu z obrotu wszystkich wędlin z tej firmy.

Z powodu podejrzenia włośnicy do szpitali trafiło blisko 50 osób, głównie ze Szczecina, ale także z powiatów kamieńskiego i gryfickiego. 79 osób jest leczonych ambulatoryjnie. Kilka po hospitalizacji opuściło już szpital. Wśród hospitalizowanych jest jeden obywatel Niemiec (przebywa w szpitalu w Niemczech), który kupił kiełbasę w Szczecinie, oraz jeden Polak przebywający w Irlandii. Zjadł on wędlinę z włośniami, gdy odwiedził rodzinę w Szczecinie - poinformowała PAP rzeczniczka Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Szczecinie Renata Opiela.

Prokuratura Rejonowa w Kamieniu Pomorskim wszczęła śledztwo w sprawie sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób w związku z wprowadzeniem do obrotu zarażonego mięsa. Wcześniej zawiadomienie w tej sprawie złożyły do prokuratury służby weterynaryjne.

Włośnica (trychinoza) jest odzwierzęcą chorobą inwazyjną. Jej źródłem są larwy, a przejściowo także postacie dojrzałe włośnia - nicienia o długości 1,5 - 3 mm. Choroba jest groźna, a jej leczenie długotrwałe. Człowiek zaraża się, jedząc surową lub niedogotowaną, zakażoną nicieniami lub ich larwami wieprzowinę lub dziczyznę, a także jedząc wędliny wędzone w zbyt niskiej temperaturze. Nie można zarazić się od chorego człowieka. Zachorowania są zwykle rodzinne.

Charakterystyczne objawy włośnicy to: bóle mięśni, po kilku dniach wysoka gorączka, z dreszczami, nudności, wymioty, biegunki, przemijający obrzęk twarzy i powiek, osłabienie, niekiedy wysypka na skórze, bowiem wędrówka larw nicienia (włośni) wewnątrz organizmu wywołuje objawy podobne do alergii. Możliwe powikłania włośnicy to: zapalenie oskrzeli i płuc, zapalenie mięśnia sercowego lub uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego.

Źródło: PAP

Podobał się artykuł? Podziel się!