Opustoszałe hale oraz zatrzymane linię produkcyjne. Tak teraz wyglądają zakłady mięsne w Płocku. Firma była jedną z 260, które po wejściu do Unii Europejskiej zdecydowały się na skorzystanie z tzw. okresów przejściowych. W zamian za ograniczone prawa do sprzedaży Bruksela zgodziła się na dłuższy okres dostosowania do unijnych standardów. Płockie zakłady spotkał ten sam los co 80 pozostałych firm, które mimo dodatkowego terminu nie zdążyły zakończyć modernizacji na czas.

Przedstawiciele firmy twierdzą, że niezbędne inwestycje były przeprowadzane, ale na wszystkie nie starczyło środków. Gdyby znalazł się inwestor modernizację można by zakończyć w ciągu dwóch miesięcy. Ale z tym jest problem. Płockie zakłady są w 100 proc. własnością państwa. Z resortu skarbu żadne informacje o prywatyzacji nie dochodzą.

Grzegorz Koperski, p.o. prezesa ZM Płock: - Nie ukrywamy, że bez pieniędzy z zewnątrz, w jakiej formie one by nie były, zakład nie jest w stanie funkcjonować.

Pracownicy są zrozpaczeni. Pisma z apelem o pomoc zostały już wysłane do wszystkich najwyższych urzędów w kraju.

Inspekcja Weterynaryjna przypomina, że jeżeli niezbędne inwestycje zostaną zakończone firma może wznowić działalność. Jest tylko jedno, ale.

Krzysztof Jażdżewski, zastępca GLW: - Przepisy żadne nie zabraniają, by dostosowany zakład mógł wznowić swoją produkcję, natomiast problem polega na rynku, gdyż jeżeli zakład przez dłuższy czas nie był obecny na rynku trudno mu wrócić.

Jest jeszcze jedna szansa na uratowanie zakładu. Przekraczająca 14 mln zł rządowa dotacja. Ale na tzw. pomoc publiczną musi wyrazić zgodę Komisja Europejska.

Źródło: Witold Katner/Agrobiznes