PRZEGLĄD PRASY: Ale nie będzie łatwo. Niedawna zmiana przepisów, która miała umożliwić własną produkcję napojów alkoholowych przypomina rosyjskie przepisy uwłaszczenia chłopów. Mawiano, że zdjęto chłopom kajdany, ale razem z butami. Podobnie w przypadku polskich przepisów dotyczących produkcji na sprzedaż nalewek, wina czy śliwowicy. Zmiany są de facto kosmetyczne, ale są pierwsi, którzy przetarli szlak i nie zbankrutowali - pisze Rafał Szostak.

Najpierw policz, czy wystarczy Ci pieniędzy. Karol Majewski, który zaczął jako pierwszy w 2004 roku, a po czterech latach jest w światowej czołówce, sprzedając swoje wyroby w całej Europie, a od tego roku także w Azji, mówi o milionie złotych przy dwustu 25-litrowych gąsiorach pełnych nalewek. Procedura jest niemal identyczna, bez względu na to, czy ma się jeden gąsior czy tysiąc i czy się produkuje piwo czy śliwowicę. Polscy winiarze są dobrze zorganizowani. Z kolei produkcja piwa wymaga fabryki, więc my się skoncentrujemy na produkcji wypiteczności z alkoholu

Najpierw trzeba mieć gdzie produkować. Zaopatrująca catą Europę fabryka Majewskiego mieści się na 1850 metrach kwadratowych działki (nalewki dojrzewają na słońcu), na której znajdują się pomieszczenia produkcyjne o powierzchni ok. 90 metrów kwadratowych plus stumetrowe piwnice (niezbędne do leżakowania). Najlepiej, gdy się jest właścicielem. W przypadku wynajmowania urzędy mogą przyznawać zezwolenia np. na rok, a potem cała procedura od nowa.

Budynki i cala posesja muszą spełniać wymagania straży pożarnej, sanepidu oraz inspekcji ochrony środowiska. Najpierw trzeba się udać do nich, opisać ze szczegółami, co chcemy robić i także ze szczegółami zapytać, czego wymagają. A potem spełnić to wszystko. Inaczej nie ma mowy o zgodzie. W przypadku produkcji wina, piwa bądź miodu pitnego, gdzie zachodzi proces fermentacji, musimy albo urządzić laboratorium, albo zawieramy umowę z istniejącym (co wychodzi taniej).

W gminie zgłaszamy rozpoczęcie działalności gospodarczej (warto mieć przy tym zgodę sąsiadów), zdobywamy numery NIP i REGON. Jeśli jest to spółka, to dodatkowo wpisujemy ją w Krajowym Rejestrze Spółek. Zdobywamy zaświadczenie o niekaralności z Krajowego Rejestru Skazanych o niezaleganiu z podatkiem oraz o płaceniu lub nie podatków akcyzowego i VAT w urzędzie skarbowym, ze składkami w ZUS, z cłami z Urzędu Celnego, z sądu dokument potwierdzający, że nic jest wobec nas prowadzone postępowanie upadłościowe lub likwidacyjne.

1 na wszelki wypadek warto mieć zgodę sąsiadów. Potrzebny będzie też wykreślony na mapie obszar planowanego składu podatkowego. Potem z kompletem tych wszystkich kwitów idziemy do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, które po sprawdzeniu, czy wszystko jest w porządku i zainkasowa-niu 1005 zł wydaje zezwolenie na produkcję napojów alkoholowych.

Ale prawdziwe wydatki zaczynają się teraz. Mierzone w tysiącach litrów kadzie fermentacyjne i specjalne pompy antywybuchowe to kilka tysięcy złotych. Kwasoodpor-ne, wyposażone w uszy" do mocowania plomb beczki na czysty spirytus to kilkaset złotych. Jeden gąsior to ok. 50 zł, korek 10 zł, butelki, etykiety, korki bądź nakrętki, urządzenia do rozlewania i korkowania, do tego przyrządy pomiarowe, koniecznie ze stosownymi atestami (dwukrotnie droższe od zwykłych).

W każdej z tych butelek jest co innego. Edwin Gunthner, prowadzący hotelik i restaurację w Wilhelmsdorfie koło Norymbergi, oferuje gościom także wypiteczności pędzone we własnej destylarni. Nalewki i wódki pędzone ze wszelkich możliwych owoców można kupić w butelce zwykłej albo ozdobnej

Potem przychodzi czas na kontakty z Urzędem Celnym. Ze zdobytymi wcześniej dokumentami i dokładnym planem rozmieszczenia wszystkich urządzeń na planowanym składzie podatkowym oraz regulaminem działania owego składu idziemy do Urzędu Celnego. Muszą tam być wymienione z imienia i nazwiska osoby odpowiedzialne za banderole itp.(...)

W litrze czystego (przeliczeniowego, bo w naturze stuprocentowy spirytus jest niezwykle trudny do uzyskania) spirytusu jest 45,50 zł podatku akcyzowego. Nietrudno policzyć, że chcąc zakupić tysiąc litrów spirytusu, musimy mieć 45,5 tys. zł. Na szczęście nie musimy tych pieniędzy płacić. Są firmy ubezpieczeniowe, które poręczą za nas (i jeden procent kwoty kaucji rocznie). Jeśli mamy dobrą opinię, takowe poręczenie może wystawić też bank.

I można zaczynać produkcję. I częste witanie gości w postaci kontrolerów ze wszelkich możliwych instytucji, z Urzędem Celnym na czele. Właśnie celników będziemy najczęściej gościć. Aby połapać się we wszystkich papierkach, niezbędne będzie zatrudnienie księgowej. Ale nie pierwszej z brzegu, lecz mającej doświadczenie z produktami objętymi akcyzą, jeśli nie chcemy mieć problemów. Biurokracja jest potężna, każdy gąsior ma swoją książkę. Ale dzięki temu wystarczy sięgnąć na półkę, by wiedzieć, co tam jest i co należy z tym robić dalej.

I w tym momencie może się okazać, że nic mamy z czego żyć. Nalewki dojrzewają, pierwsze pieniądze będą nie wcześniej niż za rok, a tu nie tylko trzeba z czegoś żyć, ale i płacić podatki. Dlatego na początku trzeba mieć dodatkowe źródło dochodu albo majętnych przyjaciół, którzy w ciężkich chwilach pożyczą. W ostateczności można przyjąć kogoś zamożnego i uczciwego do spółki. Jeśli bank, to tylko spółdzielczy. Znane są bowiem przypadki wynalazców, którzy z braku funduszy weszli w układ z bankami znanymi z reklam. Sami nic wiedzą, kiedy zostali na lodzie, bez pieniędzy i - co gorsza - bez praw do wynalazku.

Identycznie wygląda procedura organizacji produkcji napojów z rozcieńczonego spirytusu owocowego, jak śliwowica czy polski calvados. Jedyna różnica to fakt, że gdzieś trzeba legalnie przedestylować zacier. Mamy do wyboru albo od podstaw budować całą fabrykę, albo zlecić pędzenie spirytusu wyspecjalizowanej gorzelni. Nic powinno być z tym problemów; jesteśmy wszak w zgodzie z prawem i fiskusem. A jeśli nawet by były, to Czesi i Słowacy zrobią to z przysłowiowym pocałowaniem ręki.

Źródło: Zielony Sztandar

Podobał się artykuł? Podziel się!