Alina i Sylwester Janikowie z Dąbrowy we wschodniej Wielkopolsce zaczęli gospodarować metodami ekologicznymi właściwie przypadkiem. Kiedy ich dziecko musiało przejść na dietę bezglutenową, postanowili wyeliminować chemię ze swego gospodarstwa. Uznali, że to dobrze wpłynie na zdrowie całej rodziny. Zaczęli jako jedni z pierwszych w kraju. Był koniec lat 80. Pierwszy atest, na który czekali trzy lata, bo takie były wtedy przepisy, otrzymali w roku 1996.

Po przestawieniu się spadek plonów był dramatyczny - wspomina pan Janik. Przedtem jeździłem po zebrane płody. Żeby przywieźć plony ekologiczne wystarczyła dwukółka. Teraz ziemia się przyzwyczaiła. Jeśli rok jest urodzajny, plony nie są gorsze niż w gospodarstwach konwencjonalnych.

Państwo Janikowie gospodarują na 23 hektarach, w tym pięć hektarów to las, półtora hektara pastwiska i tyle samo łąki. Większość upraw to mieszanki zbożowe. Są dwie krowy, pięć kóz i 9 loch. Jest też 15 arów truskawek i po 30 arów warzyw, topinamburu i aronii. Pan Janik sprzedaje produkty sklepom ze zdrową żywnością w pobliskiej Łodzi, a także w Gliwicach i Katowicach. Często spotyka się z nieufnością klientów. Te pana warzywa na pewno zupełnie bez chemii? słyszy niedowierzania. Pana Sylwestra, który bardzo interesuje się nie tylko rolnictwem ekologicznym, ale i medycyną naturalną, to bardzo denerwuje. Mówi wtedy: Niech pani wsiada ze mną do samochodu i zobaczy gospodarstwo. Między innymi dlatego postanowił wraz żoną, że będą przyjmować turystów. Pomyśleliśmy, niech ludzie do nas przyjadą, zobaczą, na czym to wszystko polega.

Pani Alina jest przyzwyczajona do gotowania nie tylko dla własnej szecioosobowej rodziny, bo w gospodarstwie od blisko 10 lat przyjmowani są parktykanci z Akademii Rolniczej we Wrocławiu. Większość produktów spożywczych pochodzi z gospodarstwa. Urządzenia rekreacyjne: huśtawki, ambonę na drzewie, ławki, wiaty, mostek nad stawem pan Sylwester wykonał sam, z własnego drewna. Problemem były odpowiednie pomieszczenia dla gości. Trzeba było rozbudować dom, więc nie obyło się bez kredytu. Dwa pokoje mają już osobne łazienki, a lokatorzy dwu innych muszą na razie korzystać ze wspólnej, ale przeznaczonej tylko dla nich. Gospodarze mają osobną. Jeden pokój jest większy dla wycieczek szkolnych. Goście mają też do dyspozycji dwie kuchnie, a pani Alina gotuje w kuchni letniej. Właśnie tam, choć nie jest to duże pomieszczenie, koncentruje się życie towarzyskie. W przygotowywaniu posiłków chętnie pomagają praktykantki, traktujące gotowanie jak rozrywkę. Turystki często proszą gospodynię, żeby im pokazała, jak zagnieść bułkę czy przygotować ciasto na chleb. A chleb jest wspaniały, żytni z domieszką mąki razowej i na maślance. Pani Alina prowadzi też pokazy szydełkowania, haftu i wyszywania. Kiedy znajduje na to czas, to jej tajemnica. A polega ona chyba na tym, że czuje potrzebę podzielenia się swoimi zamiłowaniami z innymi.

W tym gospodarstwie często goszczą pasjonaci ekologii kochający wiejski styl życia. Ponieważ państwo Janikowie należą do ECEAT (Europejskie Centrum Ekologicznego Rolnictwa i Turystyki), w ich progach często stają goście z zagranicy, głównie Holendrzy. Pani Alina rozmawia z nimi po niemiecku, dzieci po angielsku. Turystów krajowych jest tylko połowa. Większość, jak mówi pani Alina, to goście z internetu.

Źródło: "Farmer" 10/2005

Podobał się artykuł? Podziel się!