TP: Stowarzyszenie „Polska Ekologia” weszło w kolejny rok programu „EkoEuropa - Jakość i Tradycja”, który zapewni Stowarzyszeniu promocję produktów za granicą. Zastanawiam się, czy warto ruszać z promocją żywności ekologicznej za granicę skoro w Polsce wciąż nie jest ona wystarczająco popularna?

Paweł Krajmas: Z tym związane są dwa aspekty. Po pierwsze, dla producentów i przetwórców nowe rynki to szansa na poszerzenie kręgu odbiorców. Po drugie zatem, czym większy rynek odbiorców, tym bardziej optymalne finansowe warunki wytwarzania.

Pytanie zahacza o drugi aspekt. Jeśli 34 proc. Polaków deklaruje chęć kupowania produktów ekologicznych, to znaczy, że element rozpoznawania nie wypada źle i ma perspektywy rozwoju. Przy rocznym wzroście tego rynku o 18 – 20 proc. mamy świetne perspektywy.

TP: Są jednak cwaniacy udający producentów rolnych, którzy dzierżawią grunty rolne i uprawiają na nich… trawę, za którą otrzymują wyższe dopłaty.

PK: Zawsze trafiają się jakieś wynaturzenia, ale one są zaledwie cząstką całego przedsięwzięcia. Uznajemy to za częściowo niesprawne sito oddzielające ziarno od plew. Mamy trochę tej patologii. Staramy się jak najbardziej to piętnować, bo uważamy, że rolnictwo ekologiczne polega na dbałości o ziemię a nie na cwaniactwie. Ot, ludzka krótkowzroczność, bo przecież ci wspomniani obszarnicy na te ekologicznych trawach mogliby wypasać krowy i mieć dodatkowe źródło dochodu. Jednak problem z pseudo rolnikami muszą dostrzegać i nagłaśniać wszyscy. Ludzie muszą zmienić swoją mentalność, a kluczem do tego jest patriotyzm.

TP: Czym jest ten patriotyzm?

PK:  Wydaje mi się, że trochę za bardzo zachłysnęliśmy się zagranicznymi towarami i w tym jest problem. Doceniamy europejskie produkty, a zapominamy o wartości swoich. Trzeba stale zadawać sobie pytanie , czy kupujmy polską żywność? Czy ten patriotyczny ruch będzie dobry dla naszego kraju? Często zapominamy o tym, że jesteśmy najlepsi m.in. w produkcji kiełbas i mam nadzieję, że już niedługo także w produkcji ekologicznej.