Jadwiga i Tadeusz Kowalikowie jeszcze pod koniec lat 90. mieli w gospodarstwie wszystkiego po trochu: 50 świń, 4 krowy, 2-3 opasy. Uprawiali buraki, fasolę i truskawki. Tak jak wielu innych rolników, zastanawiali się nad wyborem specjalizacji. Sąsiedzi nastawiali się głównie na chów świń lub na produkcję mleka. W ich przypadku produkcja zwierzęca nie wchodziła w grę, bo siedlisko mają tak małe, że nic tam postawić nie można, a co dopiero nowoczesną chlewnię czy oborę. Rolnikami ekologicznymi zostali właściwie z przypadku. Przeczytali gdzieś, że firma Symbio poszukuje dostawców owoców miękkich i warzyw. Zadzwonili i umówili się na spotkanie. Dopiero na miejscu dowiedzieli się, że firmę interesują jedynie produkty ekologiczne. Dali się namówić na przestawienie gospodarstwa. Firma zorganizowała im też szkolenie. Uczyli się na nim, jak chronić uprawy przed chorobami i szkodnikami, np. jak przygotować gnojówkę z pokrzywy, cebuli lub czosnku do oprysków, a także o zaletach stosowania Efektywnych Mikroorganizmów w ochronie roślin i nawożeniu gleby. 

Certyfikat produkcji metodami ekologicznymi gospodarstwo Jadwigi i Tadeusza Kowalików uzyskało w roku 1999. Rolnicy, chociaż powiększyli gospodarstwo sześciokrotnie, nadal korzystają z każdej nadarzającej się okazji dokupienia lub wydzierżawienia ziemi. Niestety, zazwyczaj udaje się kupić bardzo małe działki i znacznie oddalone od siebie. Z 56 działek, wchodzących w skład 25-hektarowego gospodarstwa, tylko dwie mają więcej niż hektar. W gospodarstwie występuje też znaczna mozaika gleb - od bardzo ciężkich ilastych do piaszczystych, od klasy III do V. To wszystko sprawiło, że Kowalikowie zrezygnowali z uprawy warzyw, mimo że jeszcze w ubiegłym roku uzyskali niezłe plony porów i fasolki szparagowej. Plony były jednak słabsze niż u innych rolników ekologicznych. Rozdrobnienie pól nie pozwalało bowiem na zainstalowanie deszczowni, a wiosny i lata są tu suche. Bez deszczowni nie sposób uzyskać wysokich, wyrównanych plonów. Poza tym, uprawa ekologiczna warzyw jest też dosyć trudna i bardzo pracochłonna, a ludzi do pracy trudno znaleźć. Kowalikowie zdecydowali się więc zajmować tylko tym, co w ich warunkach pozwoli uzyskiwać godziwe dochody. Likwidują sad wiśniowy, bo nie jest to dobry rejon dla uprawy tych owoców. W czwartym roku po nasadzeniu drzewa zaczynają chorować. W tym roku wycieli już 1,5 hektara.