Rolnicy nie mają z reguły problemów ze zbytem produktów wytwarzanych bez użycia chemii. Mogą liczyć także na wyższe ceny. Problem jednak leży zupełnie gdzie indziej.

Edyta Jaroszewska-Nowak, Kluczkowo – „Problem jest w rzeczywistości taki, ze produkujemy dużo dobrej jakości produkty z tym, że to są półprodukty kupowane od nas przez kraje z zachodu.”

Aby rolnicy mogli przetwarzać żywność we własnym gospodarstwie, muszą spełniać takie same wymagania sanitarne jak duże przedsiębiorstwa.

Waldemar Caboń, wieś Motycz – „Musi spełniać wielkie „SANEPIDOWSKE i HACAPOWSKIE” warunki tak, że nie jest jego stać, mało tego nigdy by mu się nie zwróciły te koszty, dlatego to wszystko stoi i jest albo w szarej strefie albo w ogóle nie ma.”

A zapotrzebowanie konsumentów na tego typu produkty jest bardzo duże. Waldemar Caboń, wieś Motycz – „Na taką sprzedaż bezpośrednią jest zapotrzebowanie. Ludzie, konsumenci szukają wręcz rolników z gospodarstw małych ekologicznych. O dziwo, im mniejsze gospodarstwo, tym większe zaufanie konsumenta do takiego rolnictwa.”

Dlatego rolnicy postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i wystąpili z propozycją zmiany przepisów. Chodzi o to, aby bez zbędnych utrudnień mogli wytwarzać już nie tylko półprodukty.

Danuta Pilarska, Rekowo – „Rękodzieło ekologiczne to polega na tym, że ręka rolnika ekologicznego ma przetworzyć chleb, ciasto, sałatę, przetwory zwierzęce i roślinne.”

Resort rolnictwa z dużą przychylnością odnosi się do pomysłu. Można, zatem liczyć na jego szybką realizację.

Po naszym wejściu do Unii Europejskiej liczba gospodarstw ekologicznych podwoiła się. Przyczynił się do tego na pewno wzrost zainteresowania tego typu produktami, ale także unijne dotacje.

Źródło: Dorota Florczyk/Agrobiznes