Eksperci z branży zdrowej żywności twierdzą, że ekożywność nie jest źródłem epidemii EHEC.

- W związku z przetaczającą się w mediach dyskusją i coraz częstszymi zarzutami kierowanymi pod adresem rolnictwa ekologicznego, chcemy mocno podkreślić, że epidemia Epidemia EHEC to przede wszystkim problem sanitarny i wynika z praktyk stosowanych w intensywnym rolnictwie konwencjonalnym i przemysłowej hodowli zwierząt. Kiełki nie są źródłem EHEC, a jedynie drogą, którą od bezpośrednio od zwierząt (jest to mało prawdopodobne gdyż przy uprawie kiełków nie stosuje się nawozów zwierzęcych) lub ewentualnie pośrednio od ludzi, EHEC trafiło do łańcucha żywnościowego. Wciąż trzeba czekać na rezultaty badań stosownych służb - mówi Mieczysław Babalski.

Zdaniem eksperta na podstawie ostatnich tragicznych wydarzeń nie można wyciągać wniosków deprecjonujących obornik i gnojowicę jako naturalne zasoby wykorzystywane w rolnictwie.

- Jednym z kluczowych elementów jest prawidłowe przygotowanie nawozów zwierzęcych (proces kompostowania, podczas którego temperatura ponad 40 proc. zabija niebezpieczne drobnoustroje) oraz ich zastosowanie na glebę, a nie na rośliny. Chów zwierząt gospodarskich w gospodarstwach ekologicznych niesie ze sobą mniejsze ryzyko w zakresie obecności bakterii E. Coli, co potwierdzają badania naukowe. Znacznie większe ryzyko występuje natomiast w przypadku intensywnej hodowli przemysłowej, czego dowodzą między innymi wyniki badań opublikowanych przez Brytyjską Organizację Ochrony Zdrowia (HPA). Według HPA wykorzystywanie antybiotyków w hodowli zwierząt sprzyja rozwojowi superbakterii. Intensywna produkcja zwierząt z wykorzystaniem dużej ilości antybiotyków i bez poszanowania dobrostanu zwierząt wydaje się być istotą problemu - mówi Mieczysław Babalski.

Stosowane przemysłowych hodowlach techniki rolne wiążą się z bardzo dużym stłoczeniem/zagęszczeniem zwierząt na małej powierzchni. W tych warunkach infekcje rozprzestrzeniają się szybciej, a weterynarze coraz częściej sięgają po silniejsze antybiotyki. Odchody otrzymujących antybiotyki zwierząt nie ulegają procesowi prawidłowego rozkładu, obornik ten jest złej jakości i może być źródłem niebezpiecznych drobnoustrojów. Gdy dostanie się do gleby, zagraża życiu glebowemu oraz roślinom, zwierzętom (poprzez pasze) i ludziom spożywającym wyprodukowaną w ten sposób żywność.

- W związku z zarzutami dotyczącymi sanitarnej jakości produktów ekologicznych chcemy także podkreślić, że zanim znajdą się na sklepowej półce, muszą spełnić dokładnie te same wymogi, co towary konwencjonalne. Co więcej, producenci kontrolowani są przez niezależne jednostki certyfikujące, które przyznają im certyfikaty. Oznacza to znacznie bardziej surowy i restrykcyjny system kontroli. Padające w niektórych mediach określenia "brudna żywność" w odniesieniu do żywności ekologicznej są obraźliwe i świadczą o ignorancji i niewiedzy tych, którzy takich sformułowań używają. Certyfikowane rolnictwo i przetwórstwo ekologiczne to najbezpieczniejszy, dostępny system wytwarzania żywności - mówi Mieczysław Babalski.