PRZEGLĄD PRASY: W barach z logo Green Way ludzie zajadają się jak rzadko gdzie, choć tu kiełbasie powiedziano stop. Mimo to wśród smakoszy nie dominują wegetarianie, lecz mięsożerni, szukający odmiany. A wjadłospisie Green Way czeka na nich semantyczna niespodzianka: kotlety, pierogi i gołąbki. Te pierwsze z soi lub kapusty, pierogi z cukinią, a gołąbki nadziewane kaszą gryczaną.

- Wszystkie dania przeszły przez mój garnek, są z mojej głowy. Gusta podbiły kofta indyjska i tort warzywny, są u nas od początku - przyznaje Małgorzata Główczewska-Chudzik, współzałożycielka Green Waya.

Niewtajemniczonym przyda się wyjaśnienie: kofta to kuleczki serowe w sosie śmie-tankowo-pomidorowym, podawane m.in. z ryżem i kiełkami. Tort warzywny, ze szpinakiem i porem, raczej nie nadaje się na słodM deser. Co nie zmienia faktu, że co rusz przyciąga nowych smakoszy. Green Way, przez jedenaście lat swojej historii urósł całkiem, całkiem.

- Mamy 35 barów Green Way, trzy sklepy z pieczywem ekologicznym Bio Piekarnia Ziarno oraz dwa sklepy z produktami ekologicznymi Green Way Market. Za granicą działa pod naszym logo restauracja wegetariańska w Oslo, raczej luźno stowarzyszona
-  wylicza Marek Chudzik, mąż Małgorzaty i kolejny z założycieli sieci.

W sumie założycieli jest troje. Kolejny to 52-letni Jerzy Szkolnicki, obecny prezes Green Way Sp. z o.o. Przez parę lat pracował za oceanem w biurze architektonicznym, projektował Kanadyjczykom rezydencje. Przełom lat 80. i 90. na obczyźnie okazał się dla niego dobrym momentem na szukanie biznesowych inspiracji. Choćby takich, że głodnemu nie tylko chleb na myśli.

Kanadyjczycy to multi-kulturowe społeczeństwo, żyjące w harmonii. Restauracje dają okazję do spróbowania dań każdej kuchni. Także tych wegetariańskich. Wiedziałem, że warto spróbować w Polsce przekonuje Jerzy Szkolnicki.

Z rok starszym Markiem Chudzikiem znają się z piaskownicy, wychowali się w klimatach staromiejskiego Gdańska. Obaj podkreślają swój wegetarianizm, liczą lata bez mięsa niczym dni bez papierosa.

-Pierwszy bar był w Sopocie,w l997r. Drewniany pawilon przy plaży. Szybko zaczęli do nas przychodzić ludzie chcący otworzyć podobne miejsca. A nasz nieistniejący już bar był wówczas miejscem kultowy-podkreśla Jerzy Szkolnicki.

Zaznacza, że owszem, menu jest świetne, ale też architektura wzmaga apetyt. Ciepłe kolory wprowadzają pogodną, przyjazną atmosferę. Chrztem bojowym była Bydgoszcz w 2000 r. To pierwsza lokalizacj a w głębi lądu, będąca zarazem początkiem systemu franczyzowego w historii Green Way.

W sumie z Green Waya żyje jakieś 700 osób. Koszty przystąpienia zależą od tego, czy nakłady inwestycyj ne będzie ponosił Green Way Sp. z o. o. czy też franczyzobiorca. W jednym ze skrajnych modeli nie musi on ponosić żadnych kosztów przystąpienia do sieci. Wtedy jednak gros zysków z działającego baru przejmuje spółka. W drugim modelu jest na odwrót.

Koszty licencji wahają się między 5 a 40 tys. zł. Do tego dochodzą inwestycje w dostosowanie lokalu, średnio 250-350 tys. zł za 100-120 metrów kwadratowych przyszłego baru. No i najciekawsze ile można zarobić. Najlepsze przynoszą około 50 tys. zł czystego zysku miesięcznie. Najgorsze 5 tys. zł.