- Był spór w samym środowisku (resorcie - red.) i w radzie ministrów, czy "superinstytucja" do pilnowania standardów i pewnych rygorów powinna powstać, czy nie. Ostatecznie minister Maciej Grabowski rekomenduje rozwiązania bez jej tworzenia, natomiast z wyraźnym wzmocnieniem Wyższego Urzędu Górniczego" - powiedział Tusk podczas środowej konferencji.

Prace nad nowelizacją prawa trwają już ponad dwa lata. Jedną z przyczyn tak długiego oczekiwania była wielowątkowość kwestii i zainteresowanie aż pięciu resortów. Powodowało to długi czas konsultacji i, co tu kryć, liczne spory, także kompetencyjne.


W efekcie nowego prawa nie było, a brak stabilizacji przepisów był współodpowiedzialny za wychodzenie z Polski kolejnych firm zainteresowanych niekonwencjonalnymi złożami gazu.



- Już w momencie powołania ministra Grabowskiego mieliśmy jasność, że nowe prawo musi zdebiurokratyzować poszukiwanie gazu łupkowego. Jego głównym walorem powinno być przyspieszenie tego procesu - powiedział premier.



Podkreślił, że rząd zdał sobie sprawę z faktu, że inwestorzy skłonni zainwestować w poszukiwania mogą skierować się gdzie indziej, jako że coraz więcej krajów stawia na poszukiwania gazu łupkowego, ostatnio w Europie choćby Wielka Brytania.



Największą zmianą jest brak instytucji nazwanej NOKE (Narodowy Operator Kopalin Energetycznych). Miała ona pełnić funkcje nadzorcze, w niewielkim stopniu decydować o pracach na koncesjach i w nich partycypować.



NOKE byłoby bowiem czymś więcej niż narodowym operatorem, obowiązkowym udziałowcem we wszystkich obszarach koncesyjnych. Nasuwało się szereg pytań. Czy NOKE będzie na równych zasadach finansować prace rozpoznawcze i udostępnianie złoża (czy może stanie się udziałowcem dopiero na etapie zarabiania pieniędzy), skąd weźmie pieniądze (zanim nie zarobi ich ewentualnie na innych koncesjach) i co się stanie, jeśli NOKE nie będzie miał możliwości lub ochoty wydawać pieniędzy w tym samym tempie, jak jego prywatny partner. Czy NOKE, posiadające np. 10-proc. udział będzie mogło decydować o tempie produkcji ze złoża, powołując się na racjonalną gospodarkę kopalinami, gdy tak naprawdę będzie realizowało interes innej spółki z udziałem Skarbu Państwa, np. PGNiG? Czy pomysł tajemniczych na razie "konsorcjów wydobywczych" oznacza dopuszczenie wspólnego posiadania koncesji lub przynajmniej użytkowania górniczego i czy będzie dotyczyć tylko NOKE, czy też wzorem większości krajów będzie możliwe tworzenie takich struktur z udziałem innych partnerów bez tworzenia odrębnej spółki?