- Z pewnością, gdyby nie biopaliwa i istotny popyt z tej gałęzi przemysłu ceny nasion kształtowałyby się na znacznie niższym poziomie. Zatem różnica pomiędzy oczekiwaniami rolników, wynikającymi oczywiście także z niemałych przecież kosztów produkcji rzepaku, a obecnymi ofertami zakupowymi, byłaby znacznie bardziej dotkliwa. Biopaliwa skutecznie, na ile rzecz jasna to możliwe, stabilizują więc sytuację stanowiąc bardzo istotną alternatywę dla potrzeb spożywczych, które niezmiennie od kilku lat kształtują się na podobnym poziomie - mówi portalowi farmer.pl Adam Stępień, dyrektor generalny Krajowej Izby Biopaliw.


Po koniec lipca Komitet ds. środowiska Parlamentu Europejskiego przegłosował propozycję ustawy o biopaliwach. Projekt PE jest bardzo podobny do założeń Komisji Europejskiej. Propozycja Parlamentu zakłada 10 proc. udział paliw z odnawialnych źródeł w roku 2020 w zużyciu energii na cele transportowe ogółem. Z tego 5,5 proc. maksymalnie mogą stanowić paliwa tzw. pierwszej generacji, czyli wytworzone z surowców rolnych. Reszta to biopaliwa drugiej generacji produkowane z surowców celulozowych jak glony, odpady tartaczne czy trawy, albo z odpadów komunalnych czy poubojowych.

Takie zmniejszenie zużycia surowców rolniczych może wpłynąć na wielkość ich produkcji i na ceny. Obecnie bowiem w Polsce na cele spożywcze zużywa się ok. 1-1,1 mln t rzepaku, reszta jest przerabiana na estry. Produkcja rzepaku z kolei przekracza np. w tym roku 2 mln t.

We wrześniu odbędzie się kolejne głosowanie w tej sprawie.

- Obecny sezon, zgodnie z różnymi szacunkami, będzie dla krajowego rynku rzepaku jednym z najlepszych w historii pod względem produkcyjnym, a na pewno on jest najlepszy w ciągu ostatnich lat - podkreśla Stępień.

Z perspektywy sektora biodiesla jest to bardzo dobra informacja, ponieważ zdecydowaną większość potrzeb surowcowych będzie można zabezpieczyć zakupami krajowymi.

Podobał się artykuł? Podziel się!