- Nie było łatwo dojść do zgody - powiedziała po negocjacjach w Bonn sekretarz generalna oenzetowskiej konferencji klimatycznej Christiana Figueres. Dodała, że - wszystkie strony potrzebowały wzajemnych zapewnień, aby podjąć pracę z poczuciem pewnego komfortu.

Na zeszłorocznej konferencji klimatycznej w Durbanie uzgodniono przedłużenie wygasającego w końcu tego roku Protokołu z Kioto - umowy o redukcji emisji gazów cieplarnianych - i zawarcie do 2015 roku nowego paktu klimatycznego, który miałby wejść w życie do 2020 roku.

Negocjacje w Bonn były pierwszą rundą rozmów od tego czasu i delegaci spierali się przez ponad tydzień, jak zorganizować prace nad nowym porozumieniem w sprawie klimatu i nad wyznaczeniem osoby sterującej tym procesem.

Zdaniem obserwatorów proceduralne spory podczas dwutygodniowej sesji w Bonn ujawniły głębokie podziały między uczestnikami rozmów i napięcie w związku z kolejną rundą negocjacyjną o liberalizacji handlu w ramach tzw. rundy Dauha przed końcem tego roku.

Według Celine Charveriat z pozarządowej organizacji Oxfam spory w sprawie procedury są symptomem braku zaufania i wskazują na istotne kwestie sporne.

Państwa będą musiały popracować nad niektórymi istotnymi kwestiami, m.in. nad tym, jak długo ma obowiązywać przedłużenie Protokołu z Kioto i które kraje to poprą oraz nad poziomem redukcji emisji gazów cieplarnianych, do jakiego się zobowiążą.

Muszą również znaleźć metodę pozyskania 100 mld dolarów rocznie do 2020 roku na pomoc krajom rozwijającym się w przystosowaniu się i ograniczeniu wpływu zmian klimatu.

Zieloni i kraje najbardziej narażone na skutki globalnego ocieplania się klimatu ostrzegają, że zostało już mało czasu, aby uniknąć katastrofalnych konsekwencji takich zjawisk, jak coraz bardziej ekstremalna pogoda, zakwaszenie wód oceanicznych i topnienie lodowców.

Kraje uczestniczące w rozmowach klimatycznych zgadzają się, że zdecydowana redukcja emisji gazów cieplarnianych jest niezbędna, by powstrzymać wzrost globalnej temperatury do mniej niż o dwa stopnie Celsjusza w stosunku do temperatury sprzed rozwoju przemysłowego w celu uniknięcia katastrofalnych skutków.

Jednak jeden z głównych czynników oddziałujących na zmiany klimatu, jakim jest emisja do atmosfery CO2, w zeszłym roku osiągnęła według Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE) rekordową wielkość.

Wygląda również na to, że część krajów nie spełni do 2020 roku wyznaczonego docelowego poziomu redukcji emisji, co wiąże się z ryzykiem - jak wynika z przedstawionych w czwartek badań - wkroczenia na drogę prowadzącą do wzrostu średniej globalnej temperatury o 3,5 stopnia Celsjusza.- Większość krajów chce posuwać się szybciej naprzód, ale względnie nieduża grupka blokuje to, czego chcą pozostali - powiedział główny unijny negocjator Artur Runge-Metzger.