W czwartek w Sejmie odbędzie się I czytanie nowelizacji ustawy o OZE autorstwa grupy posłów PiS. Jej główne założenia to preferencje dla stabilnych źródeł energii odnawialnej, nowe zasady aukcji OZE oraz zasada, że prosument, czyli jednoczesny producent i konsument energii, wytwarza ją głównie na własne potrzeby.

Obecny projekt nowelizacji od wielu tygodni przygotowywany był przez resort energii, zdecydowano jednak, że będzie to inicjatywa poselska posłów PiS.

Poprzednia nowelizacja została uchwalona w lutym ub.r. Miała ona pozwolić na uzyskanie do 2020 r. 15-proc. udziału energii odnawialnej w całkowitym zużyciu energii, co wpisuje się w politykę energetyczną Unii Europejskiej. Jednak nowy Sejm przegłosował tzw. małą nowelizację ustawy o OZE w ostatnich dniach 2015 r. Na jej mocy wejście w życie kluczowego w systemie wsparcia dla energetyki odnawialnej rozdziału 4 nowelizacji odłożono o pół roku. Rozdział musi wejść w życie 1 lipca br.

Gdyby to nie nastąpiło, od początku tego roku obowiązywałyby przepisy poprzedniej nowelizacji dot. systemu wsparcia OZE, który ma zastąpić stosowane dotychczas "zielone certyfikaty". System aukcyjny polega na tym, że rząd zamawia określoną ilość energii odnawialnej. Jej wytwórcy przystępują do aukcji, którą wygrywa ten, kto zaoferuje najkorzystniejsze warunki.

W odłożonym grudniową nowelizacją rozdziale czwartym przewidziany jest też system wsparcia państwa dla producentów i jednocześnie konsumentów energii ze źródeł odnawialnych (tzw. zapis prosumencki). Prawo miało dzielić prosumentów na dwie grupy - najmniejsze instalacje do 3 kW i te od 3 kW do 10 kW. W przypadku tych pierwszych wsparcie miałoby wynieść ok. 75 gr na kWh w ciągu 15 lat, w przypadku drugiej 40-70 gr/ kWh. Odłożona nowelizacja przewidywała też m.in. nowy, tzw. aukcyjny system świadectw pochodzenia energii.

Jednak zdaniem resortu energii zapis o taryfie gwarantowanej wiązałby się z "niewspółmiernymi obciążeniami finansowymi", które ponosiliby pozostali odbiorcy końcowi. "Cena 1 MWh wytworzonej w tej instalacji sięgałaby 750 zł przy cenie rynkowej ok. 170 zł" - przekonywało ME. Z jego wyliczeń wynikało, że gdyby rozdział czwarty w obecnym brzmieniu wszedł w życie, na wsparcie w postaci taryfy gwarantowanej państwo musiałoby przeznaczyć 400 mln zł rocznie.