Podczas debaty zorganizowanej przez fundację Pracownia Zrównoważonego Rozwoju, marszałek mówił wprost o swojej prywatnej niechęci wobec wiatraków. Spotkanie, które w ubiegłą środę zorganizowano w sali konferencyjnej toruńskiego hotelu "Bulwar" dotyczyło głównie farm wiatrowych i słynnego już opracowania "Zasoby i możliwości wykorzystania odnawialnych źródeł energii"  przygotowane przez Kujawsko-Pomorskie Biuro Planowania Przestrzennego i Regionalnego. Od wielu miesięcy inwestorzy skarżą się na odgórne, niezależne od obowiązujących przepisów, a także wbrew woli lokalnych społeczności, blokowanie projektów. Podczas debaty zwolennicy energetyki wiatrowej pytali się marszałka, na ile jego prywatne preferencje i niechęć do wiatraków powinny mieć wpływ na przyszłość regionu.

- Pan marszałek podpisał się pod ulotką kolportowaną na terenie województwa przez przeciwników elektrowni wiatrowych, w której życzył powodzenia w walce z wiatrakami dając swoje poparcie - przypomniał Janusz Berger z Investment Protection Agency firmy zajmującej się ochroną inwestycji i mediacji. - Czy tak powinien zachowywać się urzędnik państwowy?

Marszałek odpowiedział wprost, że ma prawo wyrażać publicznie swoje prywatne opinie i podpisywać je nie tylko swoim nazwiskiem, ale też sprawowanym urzędem.

- Pod wpływem licznych protestów i licznych głosów sprzeciwu, ustosunkowaliśmy się do nich i zamroziliśmy, choć wiem, że nie do końca jest to podstawą prawną, wydawanie wszystkich decyzji, jeśli są sprzeczne z tymczasowymi założeniami, które przyjęliśmy jako zarząd województwa - wyjaśniał Całbecki.

Z kolei na wypowiedzi burmistrzów i wójtów, którzy mają już u siebie wiatraki i widzą w nich szansę rozwoju lokalnych samorządów, marszałek stwierdził, że tak naprawdę urząd nie ma prawa odgórnego blokowania inwestycji i dyktować warunków prowadzenia inwestycji na poziomie gminy.

Obecni na spotkaniu przedstawiciele Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW) podkreślali korzyści z tego typu inwestycji na poziomie lokalnym. Niezależnie od poprawy jakości sieci energetycznej, inwestycji w drogi, czy stworzenia miejsc pracy dla mieszkańców, park wiatrowy to stałe i często największe źródło przychodu dla gminy. Jako przykład można podać gminę Margonin w Wielkopolsce (największa farma w Polsce), gdzie wg ostatnich danych, podatek nieruchomości sięga kwoty 4.5 mln zł rocznie. Inna "wietrzna" gmina Wolin ma z tytułu podatku 2.3 mln rocznie, przy dwóch stosunkowo niewielkich farmach wiatrowych. Wg władz gmin w obu tych gminach nie ma protestów przeciwko energetyce wiatrowej, nie odnotowano też spadku cen ziemi w okolicach farm. Podobał się artykuł? Podziel się!