- Moim zdaniem nie zmieni się ta tendencja, że postawimy na wiatr, biomasę i biogaz. Reszta to będą mikroinstalacje - podkreślił Czerwiński. Powiedział, że bezdyskusyjne jest też obowiązywanie od momentu wejścia w życie nowej ustawy o OZE starego systemu wsparcia w postaci zielonych certyfikatów, ale jest jeszcze kwestią otwartą, w jakiej formie.


Liczy on, że projekt ustawy trafi do Sejmu do końca roku, tak żeby nowe przepisy weszły w życie w połowie 2014 r.

Realizując unijną politykę klimatyczną Polska musi zwiększać udział OZE w produkcji energii. Ponieważ OZE produkują energię drożej niż elektrownie konwencjonalne czy jądrowe, muszą być dotowane. Poszczególne państwa UE stosują różne systemy dotacji, niekiedy bardzo drogie, jak np. Niemcy, gdzie kwota wsparcia może w tym roku sięgnąć 20 mld euro. Polski rząd od pewnego czasu sygnalizował, że unijne cele zamierza osiągnąć jak najniższym kosztem.

Funkcjonujący dziś w Polsce system wsparcia opiera się na dotowaniu produkcji - za wyprodukowaną energię OZE otrzymują tzw. zielone certyfikaty, które można sprzedać na giełdzie. Uzyskana kwota jest właśnie wsparciem. Taką filozofię, choć z pewnymi modyfikacjami, zawierał również do niedawna projekt ustawy o OZE, nad którym pracowano od prawie dwóch lat.

Przedstawione we wrześniu br. przez resort gospodarki propozycje odchodzą jednak od dotowania bieżącej produkcji certyfikatami - których cena giełdowa jest zmienna - na rzecz dostarczenia inwestorowi gwarancji, że przez 15 lat sprzeda wyprodukowaną energię po stałej, ustalonej cenie.

Zgodnie z propozycją, czas wsparcia będzie ograniczony do 15 lat działania źródła, a OZE istniejące w momencie wejścia nowego prawa w życie będą mogły działać w starym systemie - lecz nie dłużej niż do 2021 r. - albo przejść do nowego systemu.

Podstawowym mechanizmem będzie ograniczona od góry aukcja na wyprodukowanie określonej ilości energii elektrycznej lub biogazu w określonym czasie, a głównym kryterium - cena produkcji. Zwycięzca będzie zobowiązany do sprzedaży energii przez 15 lat po ustalonej cenie. Właśnie to ma inwestorowi dawać gwarancję sfinansowania inwestycji.