Ustawa musi zostać podpisana przez prezydenta przed końcem czerwca i nie wiadomo czy uda się przeprowadzić ten projekt drogą rządową; z tym zaczyna być coraz trudniej - powiedział w środę wiceszef resortu w kuluarach konferencji Euro Power w Warszawie.

Zgodnie z zapisami pierwotnej wersji ustawy o OZE, system aukcyjny miał wejść w życie z początkiem stycznia 2016 r., zastępując stosowany dotychczas w Polsce system zielonych certyfikatów. System aukcyjny polega na tym, że rząd zamawia określoną ilość energii odnawialnej. Jej wytwórcy przystępują do aukcji, którą wygrywa ten, kto zaoferuje najkorzystniejsze warunki. Zgodnie z wpisanymi do ustawy o OZE zasadami aukcji, wszystkie technologie miałyby być wrzucone - bez względu na technologię - do dwóch "koszyków", w których jedynym kryterium byłaby wielkość instalacji - do 1 MW i powyżej 1 MW.

Jednak tuż przed końcem 2015 r. w parlamencie pojawił się przygotowany przez PiS projekt nowelizacji ustawy o OZE, który już po kilku dniach został uchwalony i podpisany przez prezydenta. Nowelizacja odroczyła o pół roku wejście w życie najważniejszej części regulacji dot. m.in. aukcji OZE oraz systemów wsparcia "zielonej energii". Dało to rządowi czas na opracowanie nowych zasad wsparcia dla energii z OZE.

Podczas swego wystąpienia na panelu otwierającego konferencję EuroPower Piotrowski ujawnił, że w planowanych rozwiązaniach resort "bierze pod uwagę wprowadzenie aukcji OZE".

- Przygotowując nowelizację ustawy bierzemy pod uwagę, że są one (aukcje) modelem, nad którym warto się pochylić, mimo że pierwotnie sądziliśmy, że to nie jest najlepsza droga - mówił.

W rozmowie powiedział, że resort proponuje wprowadzenie tzw. koszyków, choć - jak dodał - nie będą one "stricte technologiczne", o co postulowało wielu przedstawicieli środowisk OZE. Według słów wiceministra koszyki będą podzielone ze względu na charakter źródła. - Tak, abyśmy wiedzieli, które źródła są stabilne, które dostarczają energię, w wyniku której powstają jednak jakieś emisje CO2 (...). Chcemy to ująć od stron gospodarki odpadami, gospodarki CO2, czy dyspozycyjności źródeł w czasie - mówił.

Piotrowski dodał, że w resortowych propozycjach zostaną zielone certyfikaty, ale jako instrument, który "nie będzie przyszłościowy". Zapewnił jednak, że wszystkie wynikające z nich prawa nabyte będą respektowane.

Podobał się artykuł? Podziel się!