Przedstawiciele opozycji zgodnie jednak uznali, że przyjęta przez parlament i podpisana przez prezydenta ustawa o OZE wymaga zdecydowanych poprawek. Wytykali jej brak zapisów o energetyce spółdzielczej i zwracali uwagę na krytykę zachowań prosumenckich ze strony wielkich koncernów energetycznych.

Jako przykład dobrego rozwoju energetyki rozproszonej politycy wskazywali Niemcy.

Ustawę o OZE w ubiegłym tygodniu podpisał prezydent Bronisław Komorowski. Zgodnie z celami unijnej polityki klimatyczno-energetycznej do 2020 r. do 15 proc. ma zwiększyć się udział energii odnawialnej w całkowitym miksie energetycznym Polski.

W ustawie - wbrew stanowisku rządu - znalazł się tzw. zapis prosumencki, który posiadaczom przydomowych mikroinstalacji o mocy do 10 kW gwarantuje odkup energii po stałej cenie i wyższej niż rynkowa. W przepisach zabrakło jednak tzw. poprawki spółdzielczej, pozwalającej na produkcję energii przez spółdzielnie, szkoły, parafie czy wspólnoty mieszkaniowe.

Poseł Andrzej Rozenek (niezrzeszony, dawniej Twój Ruch) mimo że skrytykował ustawę, uznał ją za szansę na zmianę sposobu myślenia o energetyce prosumenckiej w Polsce. Wskazał, że w Niemczech, gdzie energetyka rozproszona jest najbardziej rozwinięta w Europie, ludzie zarabiają na wytwarzaniu własnej energii.

"To jest prawdziwa demokracja energetyczna, do której dążymy. A to, czy to będą wiatraki, panele fotowoltaiczne, czy jakieś inne sposoby wytwarzania energii, to w ogóle nie ma znaczenia" - powiedział Rozenek.

Autor poprawki prosumenckiej Artur Bramora (PSL) uznał, że za 15-20 lat prosument w Polsce będzie stanowił "bufor bezpieczeństwa energetycznego". "Gdyby prosumentów były 2 mln (...) to będzie to podstawa, byśmy się czuli energetycznie bezpieczni" - podkreślił.

Cezary Olejniczak (SLD) przypomniał, że Niemcy, gdzie odchodzi się od energetyki jądrowej oraz do pewnego stopnia - węglowej, powinny stanowić przykład. Jego zdaniem warunki do rozwoju energetyki odnawialnej w Polsce są podobne do tych panujących w Niemczech. Zasugerował rezygnację z planów budowy elektrowni jądrowej i przekierowanie części środków na energetykę prosumencką. "Będzie to korzyścią dla wszystkich: dla obywateli, dla środowiska, dla polskich firm, gdzie powstaną nowe miejsca pracy, podatki zostaną w gminach, gdzie te instalacje - fotowoltaiczne lub wiatrowe - będą stawiane" - tłumaczył.

Posłanka Anna Zalewska (PiS) zauważyła natomiast, że OZE w Polsce funkcjonuje w chaosie prawnym i wyraziła potrzebę przeprowadzenia analizy zysków i strat działania odnawialnych źródeł energii w obecnej formie. Zgodziła się, że każda z partii opowiada się za bezpieczeństwem energetycznym i niezależnością energetyczną, ale jednocześnie każde z ugrupowań ma swój sposób realizacji tych celów.

Podobał się artykuł? Podziel się!