Gerard Borowski z Pęcher Łbisk w pow. piaseczyńskim na Mazowszu zdecydował się 25 ha obsadzić wierzbą na cele energetyczne.
- Przychody z typowych rolniczo upraw pokrywały się z nakładami. Wychodziłem więc na zero. Miałem już tego dość i znalazłem alternatywę - wierzba wiciowa. Podpisałem 20-letnią umowę kontraktacyjną z firmą Vattenfall. To ona kupiła sadzonki. Zapłaciła także za ich posadzenie. Wierzę, że dzięki nowemu kierunkowi produkcji ziemia zacznie wreszcie przynosić dochód - powiedział świeżo upieczony plantator.
Nawet jak na Mazowsze ziemia tu wyjątkowo nieurodzajna, V i VI klasy. Na okrasę są niewielkie spłachetki IVb. Biegnący skrajem pól niewielki strumień jest źródłem dodatkowych utrapień. Byle deszczyk podtapia znaczną część pól. Nie sposób wjechać nawet stosunkowo lekkim przecież opryskiwaczem.
Znosił cierpliwie p. Bernard przeciwności losu wierząc, że przyjdą jeszcze lepsze lata. Gdy w 2009 ceny zbóż spadły do żałośnie niskiego poziomu przez co kolejny raz musiał dołożyć do gospodarstwa, postanowił ujarzmić ziemię sposobem. Miał ich kilka jak chociażby otwarcie ośrodka jeździeckiego, ale z braku pieniędzy wszystkie okazały się niewykonalne.
Przeglądając strony internetowe zainteresował się wierzbą i tą drogą nawiązał kontakt z Vattenfallem. Z firmą doszedł do porozumienia bardzo szybko. Już oczami wyobraźni widział rzędy wysadzonych sadzonek gdy okazało się, że zmieniły się przepisy. Plantacje wierzby energetycznej przestały być traktowane jako uprawy rolnicze. Tym samym Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa nie objęła ich dopłatą w ramach jednolitej płatności obszarowej. Rezygnacja z tych pieniędzy, przy tak dużym zaangażowaniu obszarowym gospodarstwa nie wchodziła w rachubę. Bez dopłat inwestycja była absolutnie nierentowna.
W połowie 2010 roku, urzędnicy poszli jednak po rozum do głowy i przywrócili wierzbę energetyczną na listę roślin uprawnych. Tym samym powróciły płatności obszarowe. Nawet bez płatności uzupełniającej, uprawa wierzby na potrzeby energetyki stała się znowu interesująca finansowo. Można więc było wrócić do realizacji porzuconego kilka miesięcy wcześniej pomysłu.

- Gdyby nie ich spóźniona w czasie decyzja, dzisiaj na tych polach byłby już piękny zagajnik - zauważył p. Gerard. Szkoda straconego roku tym bardziej, że był mokry co dawało gwarancję 100 proc. przyjęcia posadzonych roślin. Obfite i częste deszcze spowodowały, że zasiane z konieczności zboża zbierałem dużo później niż normalnie. Na niektóre pola kombajn w ogóle nie mógł wjechać i te trzeba było jesienią po prostu zaorać. Kolejny raz zamiast zarobić na ziemi, poniosłem straty. Wynik finansowy z ostatnich żniw tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że podjęta decyzja zmiany profilu produkcji jest słuszna.
Przygotowania do wiosennych nasadzeń ruszyły już jesienią. Nie było tego dużo, kontrola zasobności i odczynu gleby, a następnie orka. Ponieważ pH było powyżej 5,5 wapnowanie okazało się zbędne. Nie było także potrzeby stosowania Roundupu przeciwko chwastom trwałym, bo pola były od nich wolne. Prace wiosenne sprowadziły się do rozsiania mocznika - 150 kg/ha i wykonania uprawek powierzchniowych.
W III dekadzie kwietnia przyjechała sprowadzona przez Vattenfalla ekipa z firmy Salix. Przywieźli ze sobą specjalistyczne sadzarki i materiał szkółkarski trzech odmian wierzby wiciowej: Tora, Torgis i Inger. Wszystkie mają rodowód szwedzki (firma Lantmännen Agroenergi), ale Salix nie musi ich importować, dysponuje plantacjami matecznymi w kraju.
Tora powstała w drodze skrzyżowania syberyjskiej wikliny i odmiany SW Orm. Daje bardzo wysokie plony. Jest prawie całkowicie odporna na rdzę liści i szkodniki uszkadzające stożki wzrostu. Nie smakuje dzikiej zwierzynie - zającom, sarnom. Pędy są ciemno brązowe, połyskujące, lekko pofalowane. Cecha ta ujawnia się w poszczególnych latach z różnym nasileniem w zależności od warunków klimatycznych i od tego, czy na plantacji stosowano herbicydy w okresie kiedy wierzba wykazuje wzmożoną na nie wrażliwość.
Tordis jest krzyżówką odmian Tora i Ulv. Wyróżnia się bardzo dużymi przyrostami. Na wielu plantacjach osiągała wysokość 4m już w pierwszym roku. W okresie zbioru cechuje się niższą niż Tora wilgotnością drewna. W stan spoczynku zimowego wchodzi pod koniec października, około tydzień później niż odmiana Tora. Jest całkowicie odporna na rdzę liści i stosunkowo rzadko uszkadzana przez szkodniki. W przeciwieństwie do odmiany Tora, której niektóre pędy mogą dominować nad resztą, wszystkie mają podobną grubość.
Inger jest krzyżówką rosyjskiego klonu z okolic Nowosybirska i odmiany Jorr. Lepiej od wiele innych odmian rodzi sobie na glebach suchych. Pozyskiwane drewno ma niższą wilgotność niż u odmiany Tora. Inger tworzy gęstą, zwartą plantację dzięki wytwarzaniu licznych pędów bocznych. Jest odmianą odporną na rdzę liści i rzadko uszkadzaną przez owady. W spoczynek zimowy wchodzi w tym samym czasie co odmiana Tordis.
Przystępując do nasadzenia uwzględniono sposób użytkowania - zbiór co 3 lata, co narzuciło pasowy system uprawy. Dwa rzędy w odstępach co 75 cm i następnie ścieżka przejazdowa 150 cm. Natomiast gęstość roślin w rzędzie (65 cm) wynikała z warunków glebowych. Im są one mniej sprzyjające wierzbie, tym sadzi się gęściej, nawet co 40 cm.
- Teraz muszę uważać na chwasty, bo początkowy wzrost wierzby jest powolny. W pierwszym roku po posadzeniu rozbudowuje ona głownie system korzeniowy, a masa części nadziemnej jest mała. Jak już ruszy, zasilę ją dając 20 kg N, 10-20 kg P2O5 i 20-40 kg K2O/ha. Po ustaniu wegetacji przykoszę pielęgnacyjnie dla lepszego rozkrzewienia w roku następnym, a uzyskane tą drogą sadzonki wykorzystam do uzupełnienia ewentualnych wypadów w obsadzie. Jak więc widać pielęgnacja nie jest skomplikowana ani czasochłonna. Ufam, że wreszcie zaprzęgnę ziemie do pracy i wyjdę na swoje.
Będziemy zaglądali na plantację p. Gerarda, aby zobaczyć jak sprawdzają się jego nadzieje związane z uprawą wierzby.