Podczas czwartkowego podpisania umowy na budowę nowego bloku kogeneracyjnego w elektrociepłowni w Tychach Lubera odpowiadał na pytania m.in. o przygotowywane nowe regulacje dotyczące użycia w energetyce biomasy.

Jak akcentował, nie ma różnicy pod względem efektu emisyjnego, jaki się osiąga z pełnego spalania biomasy i częściowego spalania.

- Jeżeli wzięlibyśmy sobie dwa grille i w jednym palili tylko biomasą, a w drugim trochę węglem i trochę biomasą, to w drugim przypadku biomasa pali się w identyczny sposób, jak w pierwszym. W związku z tym od strony merytorycznej nie ma uzasadnienia, by mówić, że spalanie biomasy jest dobre, a współspalanie nie - ocenił.

- W związku z tym cały czas mówimy, że system wsparcia dla współspalania powinien być taki sam, jak dla pełnego spalania - dodał.

Lubera zaznaczył, że wsparcia wymagają wszystkie źródła czystej energii - również technologie wiatrowe (lądowe i morskie) oraz fotowoltaika. - Jeżeli nie będą miały wsparcia, nie będą mogły być realizowane. Diabeł tkwi w tym, na jakim poziomie będzie to wsparcie - zaznaczył.

Przypomniał, że dotąd wszystkie te technologie miały jeden sposób wsparcia, teraz mówi się o zróżnicowaniu. - Można próbować różnicować, tylko nie w sposób szalony - że nagle będziemy preferować jedną technologię, a drugiej nie - podkreślił prezes Taurona. Zaapelował przy tym, by nie zapominać o elektrowniach wodnych. - One też powinny być objęte systemem wsparcia, bo chyba nikt nie będzie polemizował, że nie jest to czysta energia - wskazał.

Jak zapowiedział, Tauron nie planuje rozwijać współspalania. "Jeżeli będą warunki ekonomiczne" zamierza podążać w kierunku pełnego spalania. Koncern nie zamierza też dzielić biomasy na polską i zagraniczną.

- Jeżeli rynek zaoferuje tańszą biomasę, to niech ona będzie skąd chce. My musimy kierować się rachunkiem ekonomicznym. Natomiast jeżeli państwo będzie chciało w jakiś sposób preferować polskich producentów biomasy, powinno stworzyć warunki, które będą utrudniać ewentualny import - ocenił Lubera.

Według informacji z początku maja resort gospodarki zaproponuje zmiany w projekcie ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE), które miałyby m.in. zmienić sytuację na rynku świadectw pochodzenia energii, tzw. zielonych certyfikatów. Panuje na nim nadpodaż, a ceny certyfikatów są bardzo niskie.