W ostatnich tygodniach, jeżeli była mowa o biopaliwach, to raczej pod kątem tego, co zrobić, aby jak najszybciej rozpocząć ich produkcję na szeroką skalę.
Unia Europejska nałożyła na państwa członkowskie obowiązek stopniowego wzrostu zawartości dodatków roślinnych do paliw, tak, aby za kilka lat było to prawie 6 proc.. Bruksela chce pójść jeszcze dalej i proponuje, aby w 2020 r. obowiązkowych udział bioplaiw wynosił, aż 20 proc. Ale to co ma być dobre dla rolników i agrorafinerii, nie zawsze musi być dobre dla konsumentów.

Przemysł spożywczy przestrzega, że może to doprowadzić do destabilizacji rynku surowców rolniczych lub, jak kto woli, do znacznego wzrostu cen płodów rolnych. Jako przykład podaje się olej rzepakowy, z którego w ostatnich latach częściej robi się estry mieszane później z paliwami niż olej spożywczy czy margaryny.
Andrzej Gantner – Polska Federacja Producentów Żywności: - Te ceny w ciągu kilka lat wzrosły o 60 proc., a pomysł biopaliw odbiera już 2/3 całej produkcji oleju rzepakowego w całje UE. To jest potężna ilość.
Branża spożywcza proponuje więc, aby Bruksela w większym stopniu zgodziła się na import surowców rolniczych służących do celów biopaliwowych z zagranicy. A po drugie opracowała strategię rozwoju biopaliw drugiej generacji, czyli takich, które produkuje się z roślin nie-spożywczych.

Źródło: Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!