W Puszczy Białowieskiej jest największe w Polsce stado żubrów; według danych na koniec 2015 r. żyło tam 578 tych zwierząt. Biorąc pod uwagę ich potrzeby, Białowieski Park Narodowy od kilku lat kontraktował u rolników ponad 100 ha łąk, płacąc średnio ok. 2,4 tys. zł za rok dzierżawy jednego hektara.

Ostatnio było to finansowane w ramach projektu "Rozwój metapopulacji żubra w północno-wschodniej Polsce". Pieniądze na cały projekt pochodziły z tzw. funduszy norweskich.

Na tegoroczne dzierżawy park szukał dofinansowania w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Jak poinformował PAP Sławomir Kmiecik, p.o. rzecznika prasowego NFOŚ, park wnioskował o dofinansowanie w II naborze w ramach programu priorytetowego "Ochrona i przywracanie różnorodności biologicznej cz.1) Ochrona obszarów i gatunków cennych przyrodniczo". Wniosek został oceniony pozytywnie, o czym park został powiadomiony na początku grudnia ub.r.

W tym tygodniu jednak zarząd NFOŚ unieważnił cały nabór wniosków z tego programu. Jak wyjaśnił Kmiecik, zarząd podjął taką decyzję "z uwagi na konieczność wprowadzenia rozwiązań systemowych dotyczących realizacji programu priorytetowego".

"Przeprowadzana aktualnie analiza i weryfikacja - a w konkluzji wprowadzenie rozwiązań systemowych dla programu priorytetowego - określi zasadność i zakres jego kontynuowania i przeprowadzenia nowego naboru" - napisał w przekazanej PAP informacji. Zaznaczył, że takie działania dotyczą "całej listy programów priorytetowych" Funduszu.

Nadleśniczy ośrodka hodowli żubrów Białowieskiego PN Jerzy Dackiewicz dodał, że dofinansowanie miało być dwuletnie, więc pod znakiem zapytania stoi też i przyszłoroczna dzierżawa łąk dla żubrów.

Specjaliści zajmujący się tymi zwierzętami uważają, że ponieważ żubry i tak będą wychodziły na łąki, na których zwykle żerują (na zimę było tam też zostawiane dla nich siano), rolnicy będą domagali się odszkodowań od Skarbu Państwa.

Za szkody zwierząt chronionych, w tym żubrów, odszkodowania wypłacają Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska. Grzegorz Piekarski z RDOŚ w Białymstoku powiedział PAP, że zaprzestanie kontraktacji jest niepokojące, bo spowoduje niewątpliwie zwiększenie ilości szkód oraz wysokość odszkodowań wypłacanych rolnikom.