Jak przypomina dziennik, Janusz Piechociński, szef Polskiego Stronnictwa Ludowego i wicepremier zaproponował, by zamiast na referendum rząd przeznaczył pieniądze - 100 mln zł - na pomoc dla poszkodowanych przez suszę. Z kolei związki zawodowe rolników proszą rząd, aby ogłosił klęskę suszy na terenie całego kraju. Całej sytuacji sprzyja przedwyborczy klimat, bo o głosy rolników toczy się walka między poszczególnymi partiami.

Już wcześniej jednak zapowiadano, że ewentualne ogłoszenie klęski suszy, mogłoby wpłynąć na przesunięcie tegorocznych wyborów parlamentarnych.

Co dziwne, wcale nie jest oczywiste czy ta susza obecnie jest, a w każdym razie nie jest to takie pewne dla IUNG. Instytut przedstawi w tej sprawie raport 25 sierpnia.

- Susza to według ustawowej definicji szkody w uprawach spowodowane zachwianiem bilansu klimatyczno-wodnego. Można ją ogłosić, jeśli spadek plonów przekracza pewną wartość. Tę wartość w praktyce przyjmowano na poziomie 30 proc. Dopiero spadek plonów o ponad 30 proc. daje rolnikom prawo do pomocy państwa. Według IUNG suszy nie ma tylko w północnej części województwa zachodniopomorskiego i na Podkarpaciu. Na pozostałych obszarach kraju występuje w mniejszym lub większym stopniu – podaje „Gazeta Wyborcza”.

- Suszę mamy praktycznie co roku i ten rok na razie niczym się nie wyróżnia. Chyba że szumem, jaki wokół tej sprawy rozpętały media i politycy - mówi na łamach dziennika prof. Andrzej Doroszewski z IUNG w Puławach. - Rok temu, w bardzo dobrym dla rolnictwa roku, susza wystąpiła na 24 proc. gruntów. W tym roku - do tej pory - oceniamy, że występuje na 10 proc. – dodał.

Rolnicy widzą to całkiem inaczej, zwłaszcza w regionach, Wielkopolski i centralnej Polski, gdzie problem z niedoborem wilgoci jest największy. Informują portal farmer.pl, że gleba na głębokość 30 cm to popiół i o ile żniwa (często zdecydowanie niższe plony) mogą oni uznać za „pieśń przeszłości” to o siewie np. rzepaku nie da się już tego powiedzieć. Gleba jest tak sucha, że rolnicy nie mogą przygotować jej pod zasiewy, dlatego martwią się o przyszły rok. Trudna sytuacja dotyczy też hodowców bydła, ponieważ nie mają oni bazy paszowej, a na kukurydzę również nie mogą liczyć.

- Dla rolnictwa najważniejsze są deszcze w maju i czerwcu - w tym roku były zupełnie wystarczające. I choć w lipcu faktycznie nie padało, to rolnicy zebrali zaledwie 5-8 proc. mniej zbóż niż w rekordowym ubiegłym roku. A zboża to podstawa naszego rolnictwa. Ziarna jest więc nieco mniej, ale za to bardzo dobrej jakości, wysuszone, bez chorób. Piekarze już się cieszą, że będzie z niego świetna mąka – czytamy z kolei w "Gazecie Wyborczej".