PRZEGLĄD PRASY: To moja wina, nie dopilnowałem swoich spraw za bardzo zaufałem rodzinie - mówi Ryszard Siarniak, bohater reportażu Heleny Leman. Przez wiele lat jego 30-hektarowe gospodarstwo było najlepsze w gminie. Jeszcze w 2003 r. pan Ryszard za sprzedaż samego mleka uzyskiwał 100 tys. zł rocznie, dodatkowo miał także dochody ze stolarni, w której w najlepszym okresie zatrudniał 20 osób. Jego problemy finansowe zaczęły się kilka lat temu i zbiegły się z problemami rodzinnymi. W 2004 r. Ryszarda Siarniaka skazano na 3 lata w zawieszeniu za znęcanie się nad rodziną, natomiast pan Ryszard zarzeka się, że nigdy żadnego ze swych dzieci nie uderzył. W obronę gospodarza z Cisu pod Świętajnem biorą sąsiedzi. Pani Dorota Grzegorczyk sąsiadka pana Ryszarda zna go od lat i nie uwierzy, że sąsiad maltretował swoją rodzinę: - To chyba jakaś bujda. Nikt z nas z nim oczywiści nie mieszkał, ale Rysiek, moim zdanie, to żaden awanturnik. Nigdzie się nie szlajał, pił ze dwa, trzy kieliszki najwyżej, zresztą wiecznie gonił za robotą.

Problemy z finansami pana Ryszarda zaczęły się z chwilą wzięcia przez jego żonę kredytu dla młodych rolników - to właśnie żona była odpowiedzialna za stronę finansową gospodarstwa. Lawinę roszczeń ze strony wierzycieli zaczął bank Milenium, a reszty dopełnił Bank Spółdzielczy ze Szczytna, wtedy kwota długu urosła do bajońskich sum. Najdziwniejszą w tym całym nieszczęściu była postawa żony pana Ryszarda, która wcale nie starała się mu pomóc, wręcz celowo działała na jego niekorzyść. W obliczu braku pieniędzy i zmiany standardu życia, rodzina pana Ryszarda odwróciła się od niego. - Jednak gdyby nie było konfliktu rodzinnego, myślę że dałoby się go wyprowadzić na prostą. Niestety w tej rodzinie każdy w swoją stronę ciągnął - tłumaczy prezes Banku Spółdzielczego ze Szczytna, który ostatecznie był chętny pomóc Siarniakowi. Przed śmiercią matka pana Ryszarda dopisała synową do współwłasności gospodarstwa, natomiast na pogrzebie ani synowa, ani wnuczkowie babki nie raczyli się pojawić.

Adwokat wynajęty przez pana Ryszarda ustalił, że tylko żona została poinformowana o licytacji gospodarstwa i zataiła przed mężem dokumenty dostarczone przez komornika. Jak się dalej okazało, biegły powołany przez komornika wycenił działkę Ryszarda Siarniaka na kwotę aż o 450 tys. zł mniejszą niż biegły powołany później przez sąd okręgowy. Gospodarstwo pana Ryszarda zostało podzielone na pięć działek. I w sprawie każdej z działek toczyło się oddzielnie postępowanie egzekucyjne. O żadnym z pięciu naszego bohatera nie poinformowano, pewnie też przypadkiem.

Źródło: Przegląd

Podobał się artykuł? Podziel się!