Warszawa chce, żeby sprawa została omówiona podczas zaplanowanego na poniedziałek spotkania unijnych ministrów rolnictwa. Chodzi o mechanizm wycofania z rynku, którego celem jest zmniejszanie ilości owoców przeznaczonych do sprzedaży. Dzięki niemu do naszych producentów trafiły już miliony złotych.

W piśmie, które w tej sprawie zostało przesłane maltańskiej prezydencji, podkreślono, że Polska wyraża poważne zaniepokojenie rozwojem sytuacji na rynku owoców. Rząd wskazuje, że sektor ten przeżywa poważne problemy związane z kontynuacją obowiązywania embarga wprowadzonego przez Rosję.

W przypadku naszego kraju zakaz dotknął szczególnie producentów jabłek. Na rynek naszego wschodniego sąsiada trafiało przed wprowadzeniem restrykcji 800 tys. ton tych owoców rocznie. "Znalezienie alternatywnych rynków dla tak wielkiego konsumenta, jakim była Rosja, jest nadal głównym wyzwaniem, nie tylko ze względu na skalę, ale też na specyfikę produktów" - czytamy w piśmie. Oczekiwania klientów z innych części świata są inne, dlatego naszym producentom trudno im sprzedać te jabłka, które były kupowane przez Rosjan.

W tym sezonie cena jabłek była niższa niż rok temu. Związek Sadowników RP ocenia, że podczas jesieni i w połowie okresu zimowego owoce były sprzedawane poniżej kosztów produkcji. Powód to zamknięcie rynku rosyjskiego.

Również resort rolnictwa uważa, że średni poziom cen zarówno jabłek deserowych, jak i przemysłowych był znacznie niższy niż rok temu, gdy unijne wsparcie było bardziej efektywne. Dlatego teraz Polska domaga się zmiany w przyjętym w zeszłym roku rozporządzeniu o nadzwyczajnym wsparciu producentów owoców i warzyw.

Z informacji z polskich źródeł dyplomatycznych wynika, że rząd chciałby podniesienia limitów wycofania owoców z rynku (jabłek i gruszek), za które producenci otrzymywali rekompensaty. Komisja już wykonała niewielki krok w tę stronę, przydzielając nam w połowie lutego dodatkową pulę 7 tys. ton w związku z niewykorzystaniem limitów przez inne kraje. Sadownicy przekonują jednak, że to za mało.

"Przyznane Polsce 7 tys. ton to kropla w morzu potrzeb. Można to nawet nazwać drwiną z polskich sadowników. Nasz kraj miał największy udział w eksporcie do Rosji, kilka razy więcej tam wysyłaliśmy niż wszystkie inne kraje UE razem wzięte. Przyznany limit nie uwzględnia naszych strat" - podkreślił w oświadczeniu opublikowanym na stronie Związku Sadowników RP prezes stowarzyszenia Mirosław Maliszewski.