W odpowiedzi na kolejne zachodnie sankcje 7 sierpnia Rosja wprowadziła zakaz importu m.in. warzyw, owoców i mięsa z USA, Unii Europejskiej, Australii, Kanady oraz Norwegii. Wcześniej (1 sierpnia), Rosja wprowadziła embargo na niektóre owoce i warzywa z Polski.

Szybko symbolem sprzeciwu wobec rosyjskiej polityki stały się rodzime jabłka. Polacy deklarowali, że jedzą jabłka nie tylko ze względu na ich walory smakowe, ale także na złość Putinowi. Media nagłaśniały kłopoty sadowników, producenci innych owoców i warzyw pozostawali w cieniu. Z danych ARR wynika tymczasem, że w Polsce największy problem z powodu embarga Rosji mają producenci... papryki i kapusty.

Patriotycznych wyborów w sklepach zaczęli dokonywać niektórzy polscy przedsiębiorcy. Wzorem Ryszarda Florka, szefa Fakro, zaczęli kupować jabłka dla swoich pracowników. Sprzyja im niedawna interpretacja Trybunału Konstytucyjnego zgodnie, z którą od takich świadczeń nie trzeba odprowadzać podatków i składek, jeśli firma nie jest w stanie wyliczyć, ile dokładnie zyskał pracownik. Wystarczyło zatem udostępnić pracownikom owoce i warzywa, z których ci mogli korzystać wedle uznania.

Dzięki unijnemu wsparciu pojawiła się także szansa na przekazywanie polskich produktów za rekompensatą do szkół i przedszkoli. Jak informuje Iwona Ciechan, rzecznik prasowy ARR, obecnie w rejestrze jednostek uprawnionych do bezpłatnego otrzymania żywności wycofanej z rynku znajdują się 74 szkoły, 10 przedszkoli i kilkanaście placówek o charakterze opiekuńczo-wychowawczym. Do 23 września wpłynęło ponad 200 nowych wniosków od szkół i kilka od przedszkoli, jednak codzienne wpływają kolejne - dodaje Iwona Ciechan. Formularz wniosku można znaleźć na stronie internetowej ARR.

Własne pomysły na zminimalizowanie skutków embarga i przygotowanie się do podobnych sytuacji w przyszłości prezentują przedstawiciele branży spożywczej. Zdaniem Michała Taraski z Sakata Vegetables Europe, warto przekonywać Polaków do rodzimych produktów. Kluczową rolę mają w tym wypadku odegrać stowarzyszenia. Działający osobno producenci i dystrybutorzy są podatni na nagłe wstrząsy. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja stowarzyszonych firm, które działając wspólnie mogą sobie pozwolić na skuteczniejszą promocję i pozyskiwanie nowych klientów - stwierdza.