Co mogą zmienić dwie umowy o wolnym handlu: USA z krajami Oceanu Spokojnego (TPP) oraz UE z USA (TTIP).

- Mogą stać się kamieniami milowymi w drodze do poważnych zmian w globalnej wymianie handlowej. Jednak ich znaczenie nie jest równoważne.

TPP zakłada m.in. połączenie dotychczasowych umów dwustronnych w jedną umowę i stworzenie rynku dla wolnej wymiany towarów i usług w rejonie Pacyfiku.

TTIP ma dużo większy zakres, a tym samym może odegrać większą rolę w światowym handlu. Wykracza przecież poza ramy tylko umowy handlowej. Wprowadza standardy tej wymiany i wiele elementów, które łączą wspólne wartości rynków w UE i USA. W ten sposób przejmuje wytyczanie regulacji, co przez lata czyniła Światowa Organizacja Handlu (WTO), a wcześniej porozumienie GATT.

Niestety, negocjacje w łonie WTO są w impasie i pojawia się zagrożenie, że rola tej organizacji zostanie zmarginalizowana przez porozumienia dwustronne. Dobrze więc, że to TTIP wyznaczy nowe standardy i wysoko zawiesi poprzeczkę do nowoczesnej współpracy gospodarczej. Należy zakładać, że doprowadzi to w pewnej perspektywie do korzystnego przewartościowania światowego handlu.

Polska cechuje się z jednej strony wieloletnią, wysoką dynamiką eksportu. Z drugiej strony analitycy podkreślają, że strategię eksportu i szerzej, umiędzynarodowienia działalności, realizuje relatywnie mała grupa przedsiębiorstw z krajowym kapitałem.

- Jest to pochodną kilku uwarunkowań, które można zmieniać.

Po pierwsze, w naszej gospodarce duży udział mają MŚP, o mniejszych możliwościach, niż duże przedsiębiorstwa, pod względem oferty, zasobów ludzkich, zdolności do podejmowania ryzyka przez eksport, itp.

Po drugie, polski rynek wewnętrzny jest stosunkowo duży, a sam popyt nie malał nawet w okresie światowego kryzysu na Zachodzie. To demotywuje, szczególnie MŚP, do wychodzenia z działalnością lub inwestycjami poza własny rynek.

Po trzecie, jeżeli już firmy decydują się na eksport, to naturalnym kierunkiem są kraje UE, niejako przedłużenie (pod względem warunków działania) rynku polskiego, a w dalszej kolejności są rynki krajów bliskich sąsiedzko, leżące na wschodzie.

 Ale też stara zasada inwestorów mówi, że nie wkłada się wszystkich jaj do jednego koszyka. Zrozumienie, że nie można się ograniczać do jednego rynku (np. do rosyjskiego), bo to ryzykowne, cechuje coraz więcej polskich przedsiębiorców i menedżerów. Dlatego po doświadczeniach "bliskiej" ekspansji, zaczynają śmielej i powszechniej szukać "dalszych" rynków.