Franciszek Stefaniuk (PSL) mówił o skargach, jakie otrzymują posłowie w związku z destrukcyjnym działaniem bobrów. Jak zaznaczył, zwierzęta te wyrządzają duże szkody materialne, a ich populacja stale rośnie. Rolnicy coraz częściej sygnalizują, że bobry niszczą tamy przeciwpowodziowe, w wyniku czego zalewane są pola, a to zmniejsza zbiory. Według Stefaniuka, bobry wyrządzają także inne szkody: kopią tunele pod drogami, a to powoduje zapadanie się ich nawierzchni, ponadto niszczone są drzewa na obszarach Natura 2000. Jakie możliwości rozwiązania tego problemu widzi resort środowiska - pytał Stefaniuk.


- Obecne prawo pozwala na to, żeby w razie konieczności za zgodą generalnego czy regionalnego dyrektora ochrony środowiska zniszczyć siedlisko bobrów, odłowić zwierzęta czy je odstrzelić - mówił Zaleski. Takie zgody wydawane są na wniosek zainteresowanych.
Wiceminister uważa jednak, że działanie bobrów jest także pozytywne dla środowiska poprzez spiętrzanie wody, co zwiększa retencje, czyli zatrzymuje wodę opadową.


Zalewski poinformował, że w 2009 r. wydano zgody na odstrzał ponad 1 tys. bobrów, w 2010 r. - ok. 2 tys. sztuk. Ale, jak zauważył, nie oznacza to, że taka liczba bobrów została odstrzelona. "Ograniczenie populacji w ten sposób jest znikome, bo dynamika jej przyrostu jest duża" - przyznał wiceminister. Według resortu środowiska, obecnie na terenach naszego kraju jest ok. 40-60 tys. tych zwierząt.
Jak zaznaczył, Skarb Państwa płaci rolnikom za szkody wyrządzane przez dzikie zwierzęta, w tym bobry. W ostatnich latach za zniszczenia dokonane przez nie wypłacano ok. 4-5 mln zł rocznie.
Zaleski uważa, że negatywne skutki działania bobrów można ograniczać, poprzez chroniące wały przeciwpowodziowe "osiatkowanie". Dodał, że regionalni dyrektorzy ochrony środowiska czy dyrektorzy parków narodowych mogą współfinansować takie przedsięwzięcia.

Podobał się artykuł? Podziel się!