A mogło mu się naprawdę dostać. Za zarzucane mu czyny grozi bowiem kara nawet do 8 lat więzienia. Wśród zarzutów pojawiły się: "nadużycie uprawnień oraz kierowanie niezgodnymi z prawem czynnościami operacyjnymi dotyczącymi wręczenia korzyści majątkowej osobom powołującym się na wpływy w Ministerstwie Rolnictwa, kierowanie niedozwoloną prowokacją, która miała na celu wręczenie funkcjonariuszom publicznym korzyści majątkowej", kierowanie podrobieniem dokumentów oraz wyłudzenie poświadczenia nieprawdy w oparciu o te dokumenty."

Mariusz Kamiński nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. Przy okazji sprawy można było się przekonać o solidarności pracowników CBA.  Zastępcy Kamińskiego, Ernest Bejda i Maciej Wąsik oświadczyli, że wiedzieli o postępowaniu szefa, które działo się za ich wiedzą i zgodą. W związku z czym... poprosili prokuraturę o postawienie i im zarzutów.

Fikcja, którą w czasie afery gruntowej stworzyło CBA, pogrzebało koalicję i narobiło tym samym niezłego zamieszania mówiąc kolokwielnie, Andrzej Lepper pożegnał się wówczas z funkcją ministra rolnictwa. Szef Biura zaprzecza, jakoby były wywierane na niego jakiekolwiek polityczne naciski.

Rzeszowska prokuratura bada obecnie wątek podrobienia dokumentów dotyczących odrolnienia działki w Muntowie w województwie warmińsko-mazurskim. Jednak rzeszowska prokuratura wiele więcej dzisiaj nie ujawniła. - O akcji CBA w aferze gruntowej i procesie ws. płatnej protekcji mówiono, że zebrane dowody to "owoce z zatrutego drzewa". My mieliśmy ocenić to drzewo i uważamy, że było zatrute. O procesie się nie wypowiadamy - powiedział dziennikarzom wiceszef rzeszowskiej prokuratury Jan Łyszczek.

Źródło: farmer.pl